Wpisy

  • środa, 22 marca 2017
    • Popołudnia

      Na fali zadowolenia, jakie przyniosło mi ułożenie sobie poranków, postanowiłam spróbować stworzyć i spisać rutynę na popołudnia po powrocie z pracy. Ten czas nie jest tak łatwy do zaplanowania, jak poranek, który każdego dnia może być taki sam. Chodzę do pracy na stałą godzinę, a nawet jeżeli muszę wyjść wcześniej, to mogę łatwo sterować ilością czasu, który mam do dyspozycji poprzez wcześniejsze wstanie z łóżka. Po pracy jest trochę inaczej.

      Po pierwsze przychodzę do domu o różnych godzinach. Jeżeli nic mnie nie zatrzyma w biurze i nie mam nic zaplanowanego, to zazwyczaj jestem w domu przed 18. Dwa razy w tygodniu staram się chodzić na zajęcia do klubu fitness i wtedy wracam około 19:30. Czasami mam coś innego do załatwienia w mieście, odwiedzam Babcię lub jestem umówiona ze znajomymi i wtedy ta godzina jeszcze bardziej się przesuwa.

      Jeżeli jednak jestem w domu przed 22, to staram się wykonać podstawowe czynności, które powoli przekuwają się w stałą rutynę. Kluczem do sukcesu jest to, żeby wykorzystać resztki energii po przyjściu do domu i nie usiąść od razu na kanapie.

      W pierwszej kolejności się przebieram, jeżeli mój strój danego dnia tego wymaga. Następnie idę do łazienki wyjąć pranie, które nastawiłam wychodząc do pracy i jeżeli to jest konieczne, to nastawić kolejną pralkę. Zanim je powieszę, to zbieram poprzednie pranie, z grubsza je segreguję i rozkładam. Potem idę ogarnąć kuchnię. Stopień tych porządków jest funkcją stanu kuchni, czasu i mojej ochoty na sprzątanie w danym dniu, ale minimum to zebranie naczyń ze stołu i blatów, schowanie ich do zmywarki lub do zlewu. 

      Jeżeli nie idę jeszcze spać, to następnie jem kolację. O ile czasami zdarza mi się gotować i przygotowywać mniej lub bardziej skomplikowane dania na obiad, to kolacja nie może wymagać ode mnie żadnego wysiłku. Staram się nie jeść produktów zawierających mąkę, szczególnie po południu, więc odpadają kanapki i makarony i dlatego najczęściej jest to kawałek żółtego lub pleśniowego sera, kabanosy lub parówki, biały ser z domowymi konfiturami lub kupione śledzie (najchętniej zawinięte ze śliwką lub wiśnią).

      Po kolacji (lub z przygotowaną kolacją w ręku) przenoszę się do salonu na kanapę, gdzie albo od razu włączam jeden z seriali, które aktualnie oglądam albo uruchamiam przeglądarkę w moim komputerze. To jest mój czas na prawdziwy odpoczynek. Wiem, że go potrzebuję i że bez tego nie zabiorę się za nic wymagającego ode mnie jakiegoś wysiłku, dlatego proste, właśnie rutynowe, czynności robię zanim sobie na to pozwolę. To jest też czas na załatwianie wszystkich spraw, które można załatwić przez internet, takich jak płacenie rachunków, odpisywanie na maile, czy internetowe zakupy. 

      Reszta wieczoru nie jest już rutynowa i zależy od tego, co ważnego mam do zrobienia i ile czasu zostaje mi do 22, kiedy to staram się już być w sypialni i przygotować się do snu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      środa, 22 marca 2017 21:26
  • sobota, 18 marca 2017
    • Szuflady

      Metoda przechowywania ubrań wymyślona, a dokładniej rzecz biorąc spopularyzowana przez Marie Kondo jest mieszanką praktycznych i odrobinę metafizycznych porad. Chociaż ten pierwszy aspekt jest moim zdaniem zdecydowanie ważniejszy, to muszę przyznać, że tego drugiego tak zupełnie nie ignoruję.

      Sama zasada pionowego przechowywania ubrań w szufladach jest tak genialna w swojej prostocie, że aż dziw, że tak późno zdobywa popularność. Używanie tak poukładanych ubrań jest nieporównywalnie prostsze niż tych poukładanych w stosiki. Wszystko widać na pierwszy rzut oka, nic się nie rozwala po wyjęciu jednej rzeczy.

      Do tego sama metoda składania wymusza kontakt z każdym ubraniem, który jezeli nawet nie daje uczucia wdzięczności do przedmiotów oraz okazji do sprawdzenia, czy dana rzecz budzi w nas mityczną już "radość", to na pewno pozwala lepiej ocenić stan danej rzeczy i o nią zadbać. Dzięki temu już raczej nigdy nie włożę do szafy czegoś co ma jakąś dziurę albo plamę. Łatwiej też w takim momencie podjąć decyzję o tym, że z czymś ostatecznie należy się pożegnać.

      Oczywiście nie wszystkie ubrania nadają się do tego, żeby je zwinąć, ale większość znosi to bardzo dobrze i po wyjęciu nie wymaga prasowania. Reszta wędruje na wieszaki. Ta metoda wymaga zamienienia przestrzeni pionowej w szafie na poziomą, poprzez zamontowanie szuflad bądź kupno płytkich pudeł, które można przechowywać na półkach i w mojej szafie ten proces jeszcze się nie zakończył, ale i tak jestem zachwycona rezultatami, które udało mi się uzyskać.

      Tak na przykład wygląda moja szuflada ze swetrami:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      sobota, 18 marca 2017 21:34
  • niedziela, 12 marca 2017
    • Długa wiosna

      Coraz bardziej skłaniam się do przygotowania ostatecznej całorocznej Kapsuły składającej się ze stu egzemplarzy, tak żeby nie musieć co dwa miesiące robić jej reorganizacji. Postanowiłam w związku z tym na początek wybrać 50 ubrań jako moją Kapsułę na najbliższe cztery miesiące. Przede wszystkim nadal jest to liczba ubrań, która przy dobrej organizacji mieści się wygodnie w szafie. Po drugie, pozwoliło to na większą swobodę w wyborze rzeczy, które nie są tak bardzo uniwersalne. Dzięki temu znalazła się tam moja ulubiona krótka sukienka oraz brązowa tunika, które do tej pory nigdy nie mieściły się w podstawowym zestawie. 

      W ogóle motywem tej Kapsuły będą tuniki. Mam ich kilka, ale przez ostatnie miesiące za bardzo ich nie nosiłam, więc postanowiłam dać im szansę tej wiosny. Dorzuciłam też trochę lżejszych ubrań w oczekiwaniu na cieplejszą pogodę. Z tego powodu dokonałam kolejnego przeglądu tshirtów i mam wrażenie, że pomału ich liczba dochodzi do oczekiwanej. Z moich statystyk wynika, że w stuelementowej garderobie powinno być ich 12 (przy około 30 odrębnie klasyfikowanych "bluzkach" innego rodzaju) i to wydaje się być w miarę realne. Zwłaszcza, że po ostatnich dwóch miesiącach pozbyłam się dwóch tshirtów ze względu na ich zużycie. To jest jedna z większych zalet limitowania - jak te same tshirty leżały pomiędzy dziesięcioma innymi, to wydawało mi się, że są fajne, ale jak byłam zmuszona do ich założenia, to szybko zauważyłam, że ich czas już minął i nie czuję się w nich dobrze.

      Na razie jednak korzystam głównie z rzeczy noszonych przeze mnie w poprzednich miesiącach, gdyż wiosna postanowiła trochę zwolnić. Z drugiej strony w dwanaście dni zdążyłam założyć 21 ubrań, więc chyba jednak zwiększony wybór mi służy.

      Dodatkowo ucieszyło mnie, że ta Kapsuła wystarczyła, by ubrać się na dwa spotkania towarzyskie, w których miałam przyjemność w tym czasie uczestniczyć. Nadal trzymam zbiór ubrań przeznaczonych na specjalne okazje i nadal bardzo rzadko z nich korzystam, a to jest dobry argument, żeby w ostatecznej wersji Kapsuły zrezygnować z takiego podziału.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 12 marca 2017 20:58
  • niedziela, 19 lutego 2017
    • Poranek

      Od jakiegoś czasu staram się świadomie zaplanować sobie poranki, gdyż nie jest to zdecydowanie mój ulubiony czas w ciągu dnia. Kiedyś byłam w stanie wyjść z domu 15 minut po wstaniu z łóżka i na dobre budzić się gdzieś godzinę po rozpoczęciu pracy. Zmieniało się to bardzo pomału, ale obecnie wstaję mniej więcej półtorej godziny przed wyjściem z domu i od jakiegoś czasu staram się ten czas świadomie zaplanować, tak aby zbudować poranną rutynę, która najlepiej będzie mi służyć. W poszukiwaniu inspiracji natknęłam się na wiele propozycji mówiących o medytacji, zdrowym odżywianiu, czy ćwiczeniach fizycznych, ale na razie moje poranne aktywności są dużo prostsze. 

      Przede wszystkim zaraz po wstaniu nalewam sobie szklankę soku owocowego, najczęściej pomarańczowego lub ananasowego i siadam na kanapie. Zauważyłam, że taki powolny rozruch i "pionizacja" dobrze na mnie działa. Kiedyś przez ten czas czytałam wiadomości i przeglądałam Facebooka, ale od ponad miesiąca postanowiłam eliminować źródła stresu, szczególnie z poranka i w związku z tym przerzuciłam się na motywujące filmiki z moich ulubionych kanałów na YouTube, np. Jenny Mustard albo Muchelleb

      Dopiero po co najmniej dwudziestu minutach, jak poczuję, że fizycznie i psychicznie naprawdę się obudziłam, idę do łazienki. Często najpierw nastawiam pranie, bo dzięki temu pralka nie hałasuje popołudniami, kiedy jesteśmy w domu. Potem biorę prysznic, ubieram się i suszę włosy. Następnie przygotowuję rzeczy do wyjścia i pakuję jedzenie, jeżeli mam coś przygotowane na dany dzień. Czasami, jak wszystko idzie zgodnie z planem, to mam też trochę czasu na jakieś drobne ogarnięcie mieszkania, żeby przyjemniej się do niego wracało. 

      Na koniec robię makijaż, w zależności od godziny i mojego nastroju poświęcając mu więcej albo mniej czasu. W drodze do pracy czytam zazwyczaj kilka stron książki, którą akurat mam w aplikacji Kindle na telefonie, z rzadka wymieniając to na artykuł z któregoś z tygodników, które prenumeruję. 

      Słodką kawę z mlekiem będącą moim pierwszym śniadaniem piję dopiero w pracy, ale dzięki takiemu porankowi wchodzę do biura we względnie dobrym nastroju i nawet jeżeli nie w pełni sił intelektualnych, to przynajmniej całkiem przytomna.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 19 lutego 2017 20:43
  • niedziela, 08 stycznia 2017
    • Kapsuła 2016

      Czas na podsumowanie Kapsuły za 2016 rok. Najważniejsza różnica między tym a jeszcze poprzednim rokiem jest taka, że wykorzystałam w niej 20% mniej ubrań - 80 w porównaniu do 99. Za to najczęściej noszone ubranie (czarne proste dżinsy) miałam na sobie 65 razy, czyli prawie dwa razy częściej niż ulubione niebieskie dżinsy w roku 2015. Wskazuje to wyraźnie na mniejsze urozmaicenie garderoby, ale z drugiej strony tylko 15 ubrań miałam na sobie więcej niż 20 razy. Nadal nie mam więc poczucia, że ciągle noszę to samo. Poniżej ładny wykres, który pokazuje, jak to się rozkłada.

      A tu trzy zdjęcia z jedynej sesji w tym roku, na których widać 6 z 7 najbardziej popularnych egzemplarzy z mojej szafy.

          

      Ten rok przyniósł kilka bardzo udanych zakupów, na czele z liderem listy, czyli czarnymi prostymi dżinsami Levisa. Świetnie nosiły się moje nowe bluzki z Ennbow (13 i 11 razy), czarna sukienka z Dan Hen (10 razy) oraz t-shirt z przedwojennym zdjęciem okolic Placu Konstytucji (8 razy). Moja nowa kobaltowa kurtka Vicher była używana 6 razy pomimo tego, że trafiła do mnie dopiero późną jesienią. 

      6 rzeczy było wybieranych do Kapsuły, a mimo to nigdy ich nie założyłam. Cztery z nich już opuściło moją szafę.

      Aż 22 rzeczy miałam na sobie tylko raz albo dwa razy. Tutaj jednak jest mi dużo trudniej przeprowadzić czystkę. Oprócz kilku wyjątkowych egzemplarzy, których na pewno się nie pozbędę, są tu głównie t-shirty i bluzki, które są fajne, ale których mam po prostu za dużo. Ciągle nie mogę się zdecydować na radykalne cięcia w tym zakresie. Ponieważ jednak oprócz tych ubrań, mam też mnóstwo rzeczy, które nie trafiły do Kapsuły ani razu przez te dwa lata, to coraz bardziej przekonuję się do tego, żeby wyznaczyć sobie limit liczbowy w każdej kategorii ubrań i tego się trzymać. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 08 stycznia 2017 17:41