Wpisy

  • poniedziałek, 04 czerwca 2018
    • Wiosna

      Zaczął się trzeci miesiąc mojej wiosennej Kapsuły. Na razie jestem z niej bardzo zadowolona, gdyż sprawdza mi się ona zaskakująco dobrze pomimo dość niespodziewanej fali upałów, która przyszła do Polski pod koniec kwietnia oraz tego, że dress code w mojej nowej pracy był dla mnie pewną niewiadomą w momencie jej kompletowania.

      Pozwoliłam sobie co prawda aż na 6 podmianek, ale trzy zrobiłam praktycznie od razu zauważając swoje przeoczenia, 2 wynikły z pomyłki, a jedna właśnie z cudownej pogody, kiedy to nie mogłam sobie odmówić założenia letniej sukienki Desigual.

      Ostatecznie z poprzedniej Kapsuły wymieniłam 26 ubrań, czyli praktycznie połowę. Tylko trzy rzeczy były zupełnie nowe - ciemnozielona bluzka z Simple oraz dwie jedwabne koszule z Lamberta. Bardzo mnie ucieszyło, że byłam w stanie wprowadzić znaczącą zmianę w moim sposobie ubierania się bez konieczności większych zakupów. Udało mi się znaleźć w szafie 6 koszul i 4 żakiety, których zakładanie całkiem łatwo weszło mi w nawyk, chociaż od ładnych kilku lat już tego nie robiłam. Co prawda okazało się, że nowa praca nie wymaga aż tak formalnej garderoby, jak się tego obawiałam, więc jest łatwiej, ale myślę, że i tak wytrzymałabym te trzy miesiące z tą Kapsułą.

      Po dwóch miesiącach miałam 5 nienoszonych ubrań (co pozwoliło na wykonanie 3 podmianek), tylko 4 miałam na sobie więcej niż  5 razy. Czyli ilość i wybór ubrań jest nadal optymalny - noszę praktycznie wszystko, co wybieram i poszczególne egzemplarze nie zdążają mi się znudzić.

      Mam też ciągle kilka, powiedzmy 5, sztuk ubrań domowo-weekendowych, których nie uwzględniam w tym zestawieniu, a ze względu na sporą ilość dni wolnych w maju spędziłam w nich tym razem trochę czasu. 

      Przede mną jeszcze trzy i pół tygodnia, a potem czas na moją ulubioną letnią garderobę. Oby pogoda się nie zmieniła i obym mogła cieszyć się moimi pozostałymi ubraniami jeszcze do września.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 czerwca 2018 21:58
  • niedziela, 18 marca 2018
    • Zima

      Moje Kapsuły zazwyczaj służą mi trzy miesiące. W zeszłym roku jednak nie działało to tak regularnie i z jakichś przyczyn nowy zestaw wybrałam w grudniu. Myślałam, że nie dam rady przeciągnąć tego okresu do marca, żeby wrócić do kwartalnego trybu wymiany garderoby, ale jednak się udało. Na pewno wpływ na to ma przedłużająca się zima, która nie nastraja jeszcze do sezonowych zmian. Pewnym utrudnieniem była krótka wyprawa w cieplejsze okolice, ale na kilka dni, to i na taki klimat udało się coś w tej mojej zimowej szafie znaleźć.

      Kapsuła składa się z 50 elementów, w tym 16 swetrów, i dokonałam w niej tylko dwóch podmianek - obu wynikających z omyłkowego włożenia czegoś, czego nie było na liście. Ponieważ ciągle zmierzam do przygotowania całorocznej (albo prawie całorocznej garderoby), która będzie mi się mieściła w szafie, to nie chowam już tak rygorystycznie ubrań spoza Kapsuły i czasem takie pomyłki mi się zdarzają. Nietypowe było w niej to, że znalazła się tam tylko jedna sukienka, ale z drugiej strony te zimowe zestawy zawsze są najcięższe i mniej kobiece, a większość moich sukienek jednak nadaje się na lato. 

      Już w trakcie tych trzech miesięcy musiałam wyrzucić mój ukochany czarny rozpinany sweterek, bo zrobiła się w nim dziura. To chyba pierwsza rzecz od bardzo dawna, którą "zanosiłam" aż do takiego stanu. Spojrzałam też bardziej realnym okiem na dwie bluzki i jedna powędrowała do kontenera, a druga do szuflady z rzeczami do ćwiczeń. Spróbuję jeszcze odratować zielony sweter z Benettona, bo jestem załamana jego stanem po raptem kilkunastu założeniach, a naprawdę szkoda mi go wyrzucać. Pozostałe rzeczy raczej zostaną w mojej szafie.

      Pomimo tego, że z łatwością mogłabym jeszcze przez chwilę korzystać z tych ubrań, bo tylko połowę rzeczy miałam na sobie więcej niż 3 razy i nie zdążyły mi się one za mocno znudzić, to z radością odświeżę szafę od kwietnia. Po pierwsze idę do nowej pracy, która prawdopodobnie będzie ode mnie wymagała trochę innego ubioru. Po drugie byłam na krótkich, ale inspirujących warsztatach ze stylistką, która przekonała mnie do lekkiej korekty mojego wizerunku (a przynajmniej do podjęcia takiej próby). Po trzecie, idzie wiosna. Chociaż dzisiejsze minus trzy stopnie z wiatrem trochę temu przeczą, to wiosenne słońce jest nie do podrobienia. Chce się żyć i chce się nosić jaśniejsze ubrania, a może nawet wprowadzić do stroju trochę koloru. Z tej okazji planuję też zakupy, chociaż oczywiście w pierwszej kolejności wyciągnę z moich pudeł rzeczy, które do tej wizji pasują.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 marca 2018 16:21
  • niedziela, 25 lutego 2018
    • Minimalism Game

      W lutym postanowiłam zabawić się w "Minimalism Game". Jest to jeden ze sposobów na motywację do przeglądu i zmniejszenia swojego stanu posiadania. Polega on na tym, by każdego dnia pozbywać się jednej rzeczy więcej niż dnia poprzedniego. Czyli pierwszego dnia wyrzucamy/oddajemy jedną rzecz, drugiego dwie, trzeciego trzy, itd. Gra się kończy, gdy któregoś dnia nie jesteśmy w stanie sprostać wyzwaniu. U mnie był to 14 dzień, na koniec którego powinnam pozbyć się już 105 rzeczy, a na mojej liście widniało ich "tylko" 95.

      Uważam to przedsięwzięcie głównie za eksperyment i nie przywiązuję zbyt wielkiej wagi do ostatecznie osiągniętego wyniku, chociażby dlatego, że przy skupianiu się na liczbach pojawiają się bezsensowne dylematy, czy przeterminowana próbka kosmetyku jest "przedmiotem", czy raczej po prostu śmieciem, takim samym jak papierek po cukierku, którego też się przecież "pozbyłam".

      Akcja przyniosła jednak kilka sukcesów, między innymi właśnie w postaci przejrzenia koszyczka na kosmetyczne próbki, biżuterii oraz koszyka na przyprawy - tu akurat wkroczył Jacek, jak przyłapał mnie na rozważaniu, czy dosypać do kurczaka papryki, która przeterminowała się z trzy lata temu. To, że po remanencie w takich miejscach daje się zauważać trochę więcej przestrzeni, motywuje do dalszych poszukiwań niepotrzebnych przedmiotów.

      Zmobilizowałam się też przy tej okazji do oddania/sprzedania kilku wartościowych przedmiotów, więc zaliczam sobie też działanie w kategorii "coś dobrego". Straciłam co prawda cierpliwość do wystawiania w nieskończoność niepotrzebnych rzeczy na sprzedaż, ale jak w szybkim czasie znajduje się na nie ktoś chętny, to jest to niewątpliwie bardziej satysfakcjonujące niż wyniesienie ich na śmietnik lub do kontenera na zużytą odzież.

      Kilka rzeczy z listy, takich jak potencjalnie jeszcze przydatne podręczniki do informatyki, jeszcze czeka na moją decyzję, w jaki sposób się ich pozbędę, ale myślę, że stanie się to dość szybko.

      perl

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 lutego 2018 18:11
  • poniedziałek, 08 stycznia 2018
    • Lektury 2017

      W 2017 roku przeczytałam 34 książki. To ani dużo, ani mało, mniej więcej zgodnie z moją wieloletnią średnią. Jestem z tej liczby zadowolona, zwłaszcza, że w tym roku zbyt wiele nie podróżowałam na bliskie i dalekie dystanse, a to wtedy czytam najwięcej. Dla równowagi częściej niż w poprzednich latach zdarzało mi się czytać w domu, gdzie zazwyczaj mnie coś rozpraszało. Z jakiegoś powodu na własnej kanapie zdecydowanie lepiej ogląda mi się seriale niż czyta.

      Przed zwiększaniem liczby przeczytanych książek powstrzymuje mnie też chyba to, że od kilku lat czuję się rozczarowana zdecydowaną większością pozycji, które biorę do ręki. Przejrzałam jeszcze raz tytuły tegorocznych lektur i chociaż chyba było trochę lepiej niż w zeszłym roku, to i tak 11 książek zapisuję do kategorii rozczarowań. O palmę pierwszeństwa walczą tu "Na linii świata" Manueli Gretkowskiej i "Czarna Madonna" Remigiusza Mroza. Ja chyba po prostu nie lubię, jak powieści zaczynają znienacka skręcać w stronę nadprzyrodzonych klimatów, gubiąc zresztą po drodze swoją logikę. Rozczarował mnie też rozreklamowany "Żywopłot" Dorit Rabinyan, chociaż może gdyby nie rozbudzone oczekiwania, to książka wpadłaby do kategorii "spoko/nic nadzwyczajnego", w której znalazła się większość przeczytanych przeze mnie pozycji. Dokładnym przeciwieństwem tej sytuacji jest moja reakcja na "Pielgrzyma" Terry'ego Hayesa, po którym nie spodziewałam się zupełnie niczego, a jest to naprawdę świetna, aktualna i trzymająca w napięciu sensacyjna powieść.

      Po przeczytaniu tomu "Nieobcy" wiem już na pewno, że opowiadania nie są moją ulubioną formą literacką i więcej nie dam się nabrać na różne okoliczościowe antologie, choćby nawet zawierały dzieła najwybitniejszych i najulubieńszych moich pisarzy. No dobrze, zrobiłam jeszcze wyjątek dla czytanego obecnie zbioru "Mówi Warszawa", skoro i tak go mam w domu.

      Muszę tu też wspomnieć powieść "Portret młodej wenecjanki" Jerzego Pilcha, która nie jest wybitna, ale sprawiła mi ogromną radość, bo świadczy o powrocie do formy Mistrza. W tym optymistycznym nastroju utwierdziła mnie też książka "Inne ochoty", czyli druga część wywiadu rzeki, który z pisarzem przeprowadziła Ewelina Pietrowiak.

      Miło też zaskoczyła mnie Sylwia Chutnik z bazującą na prawdziwej historii powieścią obyczajowo-kryminalną "Smutek cinkciarza".

      Po doświadczeniach z zeszłego roku z wsiąknięciem w serie wydawnicze, w dużo wolniejszym tempie kontynuowałam historię piastowską Bunscha (z tytułami "Rok tysięczny" i "Bracia") oraz opowieść o Jacku Ryanie Toma Clancy'ego ("Kardynał z Kremla" i "Stan zagrożenia").

      Dwie książki, które mnie w tym roku zachwyciły to "Shantaram" Gregory'ego Davida Robertsa (zwłaszcza, że tu akurat moje oczekiwania były duże) i "Wzgórze Psów" Jakuba Żulczyka (zwłaszcza, że to bardzo mroczna opowieść zupełnie nie w moim stylu, a wciągnęła mnie od pierwszej do ostatniej strony).

      W tym roku z ciekawości podsumowałam też moje wydatki na książki, bo wydawało mi się, że miałam do tego dość lekką rękę, ale szczerze mówiąc kwota ani liczba zakupionych pozycji mnie specjalnie nie zszokowała. Tak czy inaczej planuję w tym roku eksperyment z niekupowaniem nowych lektur. Zauważyłam, że często szybko rzucam się na nowości, które potem ostatecznie wcale mnie nie zachwycają, a tymczasem na wirtualnym, czy realnym stosiku gromadzą się książki, które od lat planuję przeczytać. Mam też nieśmiałą nadzieję pozaglądać w biblioteczki moich znajomych, bo kilka doświadczeń z pożyczonymi książkami było w tym roku bardzo obiecujące. Do tego fakt, że trzeba pożyczoną pozycję oddać zazwyczaj mobilizuje do sprawnego jej przeczytania.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 stycznia 2018 21:43
  • niedziela, 07 stycznia 2018
    • Kapsuła 2017

      Dzisiaj postanowiłam podsumować statystycznie moją garderobę za 2017 rok. Ogólna liczba wykorzystanych ubrań to 98, czyli nadal w granicach mojej planowanej docelowej "idealnej setki". Ta liczba jest większa od zeszłorocznej, gdyż prawie 1/3 ubrań (31) miałam na sobie tylko raz albo dwa razy. Jest to jak zwykle mieszanka rzeczy, które z jakichś powodów przestały mi wpadać w ręce przy komponowaniu codziennych zestawów oraz rzeczy, które (jak moja nowa różowa sukienka) można nosić tylko od czasu do czasu, ale za to dodają charakteru i uroku mojej szafie. 

      Po drugiej stronie tego wykresu jest 10 ubrań, które miałam na sobie co najmniej 20 razy. Rekordzistą w tym roku jest czarny rozpinany sweterek, który nosiłam absoulutnie do wszystkiego. Powinnam pewnie zastanowić się nad jakąś alternatywą dla niego, skoro ze statystyki wychodzi, że potrzebowałam go 67 razy, czyli mniej więcej raz na pięć dni. Dalej w kolejności są głównie dżinsy, które w sumie miałam na sobie 159 razy, czyli prawie co drugi dzień.

      W ciągu tego roku wyrzuciłam 6 ubrań, które się najzwyczajniej w świecie zużyły. Kilka sztuk pozostanie na razie na cenzurowanym, gdyż obiektywnie rzecz biorąc wszystko jest z nimi ok i być może w przyszłym roku wróci mi ochota na to, żeby je nosić.

      Kupiłam za to 9 nowych rzeczy, w tym cztery z Risk Made in Warsaw (wydłużany tshirt mam w kolorze białym i różowym - zdjęcia ze strony firmy).

          

      Cieszę się, że generalnie, choć z małymi potknięciami, udało mi się utrzymać Kapsułę przez kolejny rok. Cały czas mam wrażenie, że to pożyteczne narzędzie i że powoli przybliża mnie ono do garderoby doskonałej.
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 stycznia 2018 20:15