Wpisy

  • środa, 28 stycznia 2015
    • Po Wyzwaniu

      Już czas na podsumowanie. Bardzo się cieszę, że takie Wyzwanie pojawiło się i to na początku roku. To zazwyczaj nie jest dla mnie dobry czas na podejmowanie nowych wysiłków, ale w tym roku jakoś wyjątkowo wraz z wydłużającym się dniem, pojawiającym się po długiej przerwie od czasu do czasu słońcem i przedłużonym poświątecznym urlopem było z tym trochę lepiej. Do opisania zostały mi dwa punkty, do których chciałam się skrótowo odnieść:

      Punkt 11. "Zrób coś dobrego" uważam za bardzo ważny i potrzebny. Raz na jakiś czas należy sobie odpowiedzieć na pytanie o fakty, a nie deklaracje w tej dziedzinie. Mam jeszcze też przy tej okazji dodatkową refleksję, że czasami wystarczy przyjąć wyzwanie "Nie rób czegoś złego".

      Punkt 19. "Zrób listę zakupów" - tak, tak, sto razy tak. Praktykuję to od dłuższego czasu i chociaż nie pozwala mi to w stu procentach uniknąć spontanicznych wydatków, to bardzo fajnie porządkuje plany zakupowe. Dodatkowo po takiej kwarantannie na liście wcale nie wszystkie punkty okazują się konieczne i potrzebne.

      Tak jak już wspominałam, potraktowałam to wyzwanie nie tyle jako listę punktów do jednorazowego "odhaczenia", ale raczej jako sposób na przećwiczenie pewnych pozytywnych zmian w podejściu do życia. I tak jak na koniec roku nie miałam przygotowanych żadnych postanowień noworocznych, to po tych trzech tygodniach nazbierała się tego cała lista, między innymi takie:

      1. Marnować mniej czasu. Konkretnie - zaglądać na Facebooka, czy internetowe fora, czy inne pochłaniacze czasu nie impulsywnie, ale świadomie i wtedy, kiedy rzeczywiście jest na to czas (na przykład po kolacji). Nie oglądać zaległych seriali do końca czerwca.
      2. Przeprowadzać regularne minimalistyczne "odgruzowywanie" przestrzeni. Konkretnie - cykliczne, sezonowe przeglądy garderoby i butów, pozbycie się kolejnego zbioru niepotrzebnych książek i magazynów.
      3. Oszczędzać. Konkretnie - wprowadzać dni bez wydatków, racjonalizować zakupy za pomocą list wynikających z konkretnych potrzeb.

      Ogólnie - żyć mądrzej, bardziej świadomie i szczęśliwie. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      środa, 28 stycznia 2015 19:01
  • poniedziałek, 26 stycznia 2015
    • Marzenia

      Punkt 15. Wyzwania Minimalistki mówi "Stwórz lub zaktualizuj swoją listę marzeń". To jest zadanie, którego nie zrealizowałam całkiem świadomie i nie planuję go realizować, chociaż bardzo podobały mi się wpisy Simplicite na ten temat - jeden o marzeniach, a drugi o koszcie ich realizacji.

      Byłam kiedyś na jakimś dziwnym szkoleniu z panią, która z wielkim zapałem opowiadała o sile wiary w słowa i obiecała, że jeżeli spiszemy swoje marzenia na kartce, to na pewno w ciągu roku one nam się spełnią. Oczywiście w przeciwnym wypadku oznaczać to będzie, że nie potraktowaliśmy tego wystarczająco poważnie. No cóż - nadal nie mam mieszkania w nadmorskiej dzielnicy Tel Awiwu, więc chyba coś poszło nie tak...

      Z moim sceptycznym podejściem do życia zamiast niesprecyzowanych marzeń wolę jednak mieć plany, które można krok po kroku realizować i zbliżać się w ten sposób do celu. Natomiast z planami, jak wiadomo, też nie należy przesadzać, bo jak mówi słynne powiedzenie Woody Allena, jak chce się rozśmieszyć Pana Boga, to należy mu właśnie o swoich planach opowiedzieć.

      Czasami przeszkadza mi, że nie mam specjalnie sprecyzowanej długoterminowej wizji mojego życia, ale pociesza mnie to, że najfajniejszych rzeczy w moim życiu nie byłabym sobie absolutnie w stanie wyobrazić, a co dopiero zaplanować. Oczywiście jakiś kierunek trzeba sobie wyznaczyć, ale zdecydowanie wolę dostosowywać się do bieżącej sytuacji niż sztywno trzymać się planu, szczególnie gdy jego realizacja opiera się na elementach zupełnie (albo prawie zupełnie) ode mnie niezależnych.

      Mam jeszcze jeden argument przeciwko przesadnemu pielęgnowaniu w sobie marzeń. Otóż rzeczywistość zazwyczaj nie dorasta im do pięt. Przez kilka lat chorowałam na wakacyjny wyjazd do Izraela. W końcu się udało i było fantastycznie, ale jednak w głębi duszy ciągle miałam wrażenie, że miało być lepiej, że miało to wznieść mnie na jakieś niespotykane wcześniej wyżyny szczęścia. Bardziej prozaicznym przykładem jest obejrzenie filmu po długim czasie od jego premiery, po tym, jak się przeczyta dziesiątki entuzjastycznych opinii i recenzji. Jeszcze mi się nie zdarzyło, żeby taki film spełnił moje oczekiwania. Za to wyszłam oczarowana z dziesiątków seansów, na które poszłam zupełnie nieprzygotowana.

      Ostatni argument jest taki, że rok 2014 był rokiem realizacji marzeń, które bardzo mnie uszczęśliwiły, ale były okupione niebagatelnym wysiłkiem. Ten rok ma mnie zaskakiwać i wierzę, że będą tam też bardzo miłe niespodzianki.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 stycznia 2015 20:03
  • niedziela, 25 stycznia 2015
    • Na potem

      Skończył się czas na Wyzwanie Minimalistki, trzeba zrobić rozliczenie. Podsumowanie kilku pozostałych punktów oraz wnioski będą w oddzielnych wpisach, ale teraz chciałam wymienić punkty, których mi się nie udało zrealizować w ciągu tych trzech tygodni, ale które planuję wpisać na moją listę zadań na przyszłość.

      Punkt 8. "Wykonaj ćwiczenie wdzięczności", punkt 12. Opisz wartości, którymi kierujesz się w życiu" i punkt 17. "Wykonaj ćwiczenie optymizmu"

      Jest mi bardzo żal, że nie udało mi się do tego zabrać. Cała ta inicjatywa zainteresowała mnie głownie dla takich nietypowych wyzwań, a jednak zabrakło mi na nie motywacji, a może odwagi. Czuję przed tym jakiś opór, ale jeszcze się zupełnie nie poddaję i w sumie cieszę się, że dowiedziałam się o takich ćwiczeniach i mam nadzieję, że w końcu mi się uda je wykonać.

      Punkt 13. "Uporządkuj szafkę z butami"

      To zadanie zostanie przeniesione pewnie na początek marca, dlatego, że taki remanent to jest stały element zmiany pory roku i akurat w środku zimy nie bardzo miałam po co go robić. Tak jak i w innych obszarach, najtrudniej takie zadanie wykonać pierwszy raz, potem satysfakcja nie jest już tak wielka.

      Punkt 21. "Wyciągnąć rower zimą"

      No cóż, wyzwanie miało być ambitne i było. Szkoda, że się nie udało. Chyba dla rozliczenia sama z sobą przygotuję oddzielny wpis o tym, jak walczę ze sobą, żeby więcej jeździć rowerem i dlaczego mi się to na razie nie udaje. Lista wymówek jest dość imponująca, ale mam nadzieję, że po rozpoznaniu problemów uda mi się chociaż część z nich przezwyciężyć i przed wiosną przygotować jakiś plan działania.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 25 stycznia 2015 21:57
  • piątek, 23 stycznia 2015
    • Eliminowanie

      Kolejnym punktem z listy, który udało mi się zrealizować jest punkt 6. „Pozbądź się jednej zbędnej rzeczy, do której masz sentymentalny stosunek.” W różnych artykułach i „poradnikach minimalistycznych” często przewija się wątek problemów z oczyszczaniem swojej przestrzeni z niepotrzebnych przedmiotów wynikający z emocjonalnego przywiązania. Typowym przykładem są tutaj różne nietrafione prezenty, chociaż zdarzają się też sytuacje, w których rzeczy naprawdę pamiątkowe i cenne przestają być potrzebne i warto rozważyć rozstanie z nimi.

      Simplicite na swoim blogu napisała bardzo ciekawą instrukcję rozstawania się z takimi przedmiotami, gdzie oprócz kwestii uporządkowania uczuć i myśli proponuje praktyczne sposoby na ich pożegnanie i uhonorowanie.

      Ja na potrzeby tego wyzwania nie musiałam się uciekać aż do takich sposobów. Zdecydowałam pozbyć się dwóch pamiątkowych koszulek ze względu na to, że leżały sobie schowane na dnie szafy kilkanaście (!) lat, a ja bez patrzenia na nie nadal pamiętam wydarzenia, z którymi się one wiążą. Jest więc szansa, że te wspomnienia nie ulegną zatarciu mimo tego, że koszulki powędrowały do kontenera na niepotrzebne ubrania (nie były niestety w stanie pozwalającym na ich sprzedaż albo oddanie komuś do dalszego użytku).

      Przy okazji chciałam też podsumować połowiczny sukces realizacji punktu 1. „Uporządkuj gazetownik.” Już ponad rok temu zrezygnowaliśmy praktycznie zupełnie z kupowania tygodników (chyba że na podróż), a i regularny zakup ciekawych miesięczników ograniczyliśmy praktycznie do zera. Ja w zeszłym roku zachłysnęłam się dostępnością na polskim rynku Harper’s Bazaar, ale po przejrzeniu w pół godziny styczniowego numeru uznałam, że jednak nie ma to większego sensu. Sukces jest połowiczny, bo zamiast je wyrzucić, postanowiłam sprawdzić, czy zebranych egzemplarzy nie da się komuś oddać, więc fizycznie nie opuściły one jeszcze mojego domu (ale opuściły gazetownik, który może za chwilę okazać się podejrzanie zbędnym elementem wyposażenia mieszkania). Przy okazji podjęłam trudną decyzję pozbycia się również innych pieczołowicie kolekcjonowanych magazynów albo różnych wydań specjalnych Polityki, które już parę lat leżą posegregowane czekając na to, że znajdę czas, aby je przeczytać. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      piątek, 23 stycznia 2015 18:52
  • środa, 21 stycznia 2015
    • Odzyskiwanie czasu

      Termin zakończenia Wyzwania Minimalistki zbliża się wielkimi krokami. Już wiem, że wszystkich punktów nie uda mi się najprawdopodobniej do soboty zrealizować, ale ponieważ tak zupełnie nie chcę się poddawać, to żeby przyspieszyć, opiszę swoje zmagania z dwoma punktami za jednym razem. Chodzi mi o zadanie 5 "Wyłącz Facebooka do czasu obiadu" oraz moje rozszerzenie tego punktu w postaci dodatkowego wyzwania "Nie czytaj Forum gazeta.pl przez okrągły tydzień".

      Po pierwsze słowo wyjaśnienia, co według mnie te dwa wyzwania różni. Otóż, jak już wspominałam wcześniej, Facebook to dla mnie nie tylko miejsce, w którym można stracić godziny przeglądając kolejne niewiele wnoszące do mojego życia wpisy, ale również (a może nawet po porządkach - przede wszystkim) narzędzie komunikacji. Ja po prostu nie chcę stamtąd nagle zniknąć, skoro przyzwyczaiłam moich "znajomych", że tam regularnie zaglądam i mogą się spodziewać mojej w miarę szybkiej reakcji na to, co tam opublikują. Forum w moim przypadku pełni tylko tę pierwszą rolę, ponieważ jestem głównie jego biernym użytkownikiem.

      Dlatego właśnie limit godzin w przypadku Facebooka wydaje mi się dużo bardziej racjonalny niż limit dni. Rzeczywiście w tygodniu bez większego problemu czekam z jego uruchomieniem, aż wrócę z pracy, ogarnę się i coś zjem, a czasem nawet najpierw to coś ugotuję. Zostawiam to sobie na koniec dnia, jako przyjemność po tym, jak zrobiłam inne pilniejsze rzeczy. Blokada na służbowym komputerze i odinstalowanie aplikacji w telefonie praktycznie do zera zmniejszają pokusę, by tam zajrzeć w ciągu dnia. A przez jeden dzień nie dzieje się tam tyle rzeczy, żebym nie była w stanie na nie zareagować. Za to w weekendy nie zdecydowałam się na takie ograniczenie.

      Z realizacji postanowienia związanego z forum jestem dużo bardziej zadowolona. Robię sobie taki odwyk od czasu do czasu i chyba jeszcze nigdy nie trwał on tak długo. Odcięcie się od takiego ogromnego źródła lekkostrawnej pożywki dla znudzonego mózgu zmusza mnie do wyszukiwania sobie innych, częściej bardziej ambitnych, sposobów spędzania czasu. Wyeliminowanie tej opcji sprzyja też zwiększeniu skupienia w trakcie realizacji zadań, przy których umysł domaga się przerwy na rozrywkę.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      środa, 21 stycznia 2015 18:39