Wpisy

  • poniedziałek, 08 stycznia 2018
    • Lektury 2017

      W 2017 roku przeczytałam 34 książki. To ani dużo, ani mało, mniej więcej zgodnie z moją wieloletnią średnią. Jestem z tej liczby zadowolona, zwłaszcza, że w tym roku zbyt wiele nie podróżowałam na bliskie i dalekie dystanse, a to wtedy czytam najwięcej. Dla równowagi częściej niż w poprzednich latach zdarzało mi się czytać w domu, gdzie zazwyczaj mnie coś rozpraszało. Z jakiegoś powodu na własnej kanapie zdecydowanie lepiej ogląda mi się seriale niż czyta.

      Przed zwiększaniem liczby przeczytanych książek powstrzymuje mnie też chyba to, że od kilku lat czuję się rozczarowana zdecydowaną większością pozycji, które biorę do ręki. Przejrzałam jeszcze raz tytuły tegorocznych lektur i chociaż chyba było trochę lepiej niż w zeszłym roku, to i tak 11 książek zapisuję do kategorii rozczarowań. O palmę pierwszeństwa walczą tu "Na linii świata" Manueli Gretkowskiej i "Czarna Madonna" Remigiusza Mroza. Ja chyba po prostu nie lubię, jak powieści zaczynają znienacka skręcać w stronę nadprzyrodzonych klimatów, gubiąc zresztą po drodze swoją logikę. Rozczarował mnie też rozreklamowany "Żywopłot" Dorit Rabinyan, chociaż może gdyby nie rozbudzone oczekiwania, to książka wpadłaby do kategorii "spoko/nic nadzwyczajnego", w której znalazła się większość przeczytanych przeze mnie pozycji. Dokładnym przeciwieństwem tej sytuacji jest moja reakcja na "Pielgrzyma" Terry'ego Hayesa, po którym nie spodziewałam się zupełnie niczego, a jest to naprawdę świetna, aktualna i trzymająca w napięciu sensacyjna powieść.

      Po przeczytaniu tomu "Nieobcy" wiem już na pewno, że opowiadania nie są moją ulubioną formą literacką i więcej nie dam się nabrać na różne okoliczościowe antologie, choćby nawet zawierały dzieła najwybitniejszych i najulubieńszych moich pisarzy. No dobrze, zrobiłam jeszcze wyjątek dla czytanego obecnie zbioru "Mówi Warszawa", skoro i tak go mam w domu.

      Muszę tu też wspomnieć powieść "Portret młodej wenecjanki" Jerzego Pilcha, która nie jest wybitna, ale sprawiła mi ogromną radość, bo świadczy o powrocie do formy Mistrza. W tym optymistycznym nastroju utwierdziła mnie też książka "Inne ochoty", czyli druga część wywiadu rzeki, który z pisarzem przeprowadziła Ewelina Pietrowiak.

      Miło też zaskoczyła mnie Sylwia Chutnik z bazującą na prawdziwej historii powieścią obyczajowo-kryminalną "Smutek cinkciarza".

      Po doświadczeniach z zeszłego roku z wsiąknięciem w serie wydawnicze, w dużo wolniejszym tempie kontynuowałam historię piastowską Bunscha (z tytułami "Rok tysięczny" i "Bracia") oraz opowieść o Jacku Ryanie Toma Clancy'ego ("Kardynał z Kremla" i "Stan zagrożenia").

      Dwie książki, które mnie w tym roku zachwyciły to "Shantaram" Gregory'ego Davida Robertsa (zwłaszcza, że tu akurat moje oczekiwania były duże) i "Wzgórze Psów" Jakuba Żulczyka (zwłaszcza, że to bardzo mroczna opowieść zupełnie nie w moim stylu, a wciągnęła mnie od pierwszej do ostatniej strony).

      W tym roku z ciekawości podsumowałam też moje wydatki na książki, bo wydawało mi się, że miałam do tego dość lekką rękę, ale szczerze mówiąc kwota ani liczba zakupionych pozycji mnie specjalnie nie zszokowała. Tak czy inaczej planuję w tym roku eksperyment z niekupowaniem nowych lektur. Zauważyłam, że często szybko rzucam się na nowości, które potem ostatecznie wcale mnie nie zachwycają, a tymczasem na wirtualnym, czy realnym stosiku gromadzą się książki, które od lat planuję przeczytać. Mam też nieśmiałą nadzieję pozaglądać w biblioteczki moich znajomych, bo kilka doświadczeń z pożyczonymi książkami było w tym roku bardzo obiecujące. Do tego fakt, że trzeba pożyczoną pozycję oddać zazwyczaj mobilizuje do sprawnego jej przeczytania.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 stycznia 2018 21:43
  • niedziela, 07 stycznia 2018
    • Kapsuła 2017

      Dzisiaj postanowiłam podsumować statystycznie moją garderobę za 2017 rok. Ogólna liczba wykorzystanych ubrań to 98, czyli nadal w granicach mojej planowanej docelowej "idealnej setki". Ta liczba jest większa od zeszłorocznej, gdyż prawie 1/3 ubrań (31) miałam na sobie tylko raz albo dwa razy. Jest to jak zwykle mieszanka rzeczy, które z jakichś powodów przestały mi wpadać w ręce przy komponowaniu codziennych zestawów oraz rzeczy, które (jak moja nowa różowa sukienka) można nosić tylko od czasu do czasu, ale za to dodają charakteru i uroku mojej szafie. 

      Po drugiej stronie tego wykresu jest 10 ubrań, które miałam na sobie co najmniej 20 razy. Rekordzistą w tym roku jest czarny rozpinany sweterek, który nosiłam absoulutnie do wszystkiego. Powinnam pewnie zastanowić się nad jakąś alternatywą dla niego, skoro ze statystyki wychodzi, że potrzebowałam go 67 razy, czyli mniej więcej raz na pięć dni. Dalej w kolejności są głównie dżinsy, które w sumie miałam na sobie 159 razy, czyli prawie co drugi dzień.

      W ciągu tego roku wyrzuciłam 6 ubrań, które się najzwyczajniej w świecie zużyły. Kilka sztuk pozostanie na razie na cenzurowanym, gdyż obiektywnie rzecz biorąc wszystko jest z nimi ok i być może w przyszłym roku wróci mi ochota na to, żeby je nosić.

      Kupiłam za to 9 nowych rzeczy, w tym cztery z Risk Made in Warsaw (wydłużany tshirt mam w kolorze białym i różowym - zdjęcia ze strony firmy).

          

      Cieszę się, że generalnie, choć z małymi potknięciami, udało mi się utrzymać Kapsułę przez kolejny rok. Cały czas mam wrażenie, że to pożyteczne narzędzie i że powoli przybliża mnie ono do garderoby doskonałej.
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 stycznia 2018 20:15
  • sobota, 06 stycznia 2018
    • Małe sukcesy 2017

      W moim ulubionym serialu bohaterowie postanowili przygotować listę rzeczy, które udało im się osiągnąć w poprzednim roku, żeby móc rozesłać imponujący list do całej rodziny, która do tej pory zasypywała ich opowieściami o swoich sukcesach. Po kilku dniach na liście widniały dwie pozycje "nadal jesteśmy małżeństwem", "nadal mamy pracę". Tym optymistycznym akcentem mogłabym i ja podsumować 2017 rok, bo w sumie są to wystarczające powody do zadowolenia, ale jednak postanowiłam pochwalić się za parę innych rzeczy, które mi się w tym roku udały.

      1. Moja poranna rutyna nie jest jeszcze doskonała, ale praktycznie codziennie wstaję co najmniej pół godziny wcześniej i piję szklankę wody lub soku budząc się i przygotowując do rozpoczęcia dnia. Ostatnio zdarzył mi się poranek, kiedy musiałam wyjść z domu w 20 minut od wstania z łóżka i wtedy naprawdę doceniłam fakt, że moje codzienne poranki już tak nie wyglądają.

      2. Wypracowałam sposób czyszczenia twarzy praktycznie bez wykorzystania bawełnianych wacików. Teraz po umyciu twarzy olejkiem albo wycieram ją szmatką z mikrofibry albo myję dodatkowo pianką, która zmywa resztki olejku pozwalając na wytarcie twarzy po prostu ręcznikiem. Do tego używam toniku w aerozolu i wklepuję go opuszkami. Jest to bardzo mały krok w kierunku życia w stylu "no waste", ale jestem z niego i tak bardzo zadowolona.

      3. Zupełnie zrezygnowałam z czytania forum gazeta.pl, a był to nałóg, którego próbowałam się pozbyć wielokrotnie i od dłuższego czasu. 

      4. Byłam na fitnessie 29 razy, a na ćwiczeniach z pilates/zdrowego kręgosłupa 27 razy. To trochę więcej niż raz na dwa tygodnie, czyli o połowę mniej niż planowałam, ale i tak systematyczność w tym zakresie zaliczam sobie na plus. W tym roku chciałabym poprawić ten wynik i dorzucić tam trzecią aktywność w tygodniu.

      5. Jechałam na rowerze z prędkością 30 km/h.

      6. Udało mi się zaplanować i zrealizować kilkudniową wycieczkę do Bruggi, którą bardzo chciałam zobaczyć. Bardzo nam się spodobała idea takich krótkich wypadów i mam nadzieję, że w tym roku uda się ją powtórzyć.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      sobota, 06 stycznia 2018 21:00