Wpisy

  • niedziela, 18 listopada 2012
    • Weekend

      Zastanawiałam się ostatnio, co dla mnie znaczy sformułowanie "dobrze spędzić weekend". Często złościłam się na siebie, że go zmarnowałam albo co gorsza - w sobotę po wstaniu z łóżka psułam sobie humor listą koniecznych obowiązków do zrealizowania, a w niedzielę wieczorem tym, że mi się to nie udało. 

      Rozmyślając nad tym doszłam do wniosku, że najprościej i najfajniej pod tym względem jest, kiedy mamy plany wyjazdowe. Najczęściej są one powiązane z bardzo przyjemnym i pożytecznym podtrzymywaniem relacji z Rodziną lub Przyjaciółmi, więc łatwo jest mieć z tego satysfakcję. 

      Postanowiłam więc przygotować sobie instrukcję na dobre spędzanie weekendu w domu. Z założeniem, że jeżeli będę robiła większość z opisanych poniżej punktów, to nie pozwolę sama sobie mieć do siebie pretensji.

      Po pierwsze - "działania gospodarcze", na przykład prasowanie albo remanent w jakiejś szufladzie. Najlepiej coś, o czym przypominam sobie od tygodnia codziennie na 5 minut przed wyjściem z domu, np. przyszycie guzika do płaszcza.

      Po drugie - przygotowanie chociaż jednego ciepłego posiłku.

      Po trzecie - nadrobienie zaległości w oglądaniu seriali z poprzedniego tygodnia.

      Po czwarte - przyjemności, w szczególności takie, na które zawsze szkoda czasu - czytanie książek, czy zagranie w jakąś grę (żeby nie mieć poczucia niepotrzebnie wydanych na nie pieniędzy). Tutaj oczywiście straszakiem jest zasada pozbywania się rzeczy nieużywanych.

      Po piąte - coś dla zdrowia: spacer, basen, siłownia, czy chociaż sauna.

      W ten weekend było całkiem nieźle, w następny wyjeżdżam, zobaczymy, jak będzie dalej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Weekend”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 listopada 2012 21:19
  • czwartek, 15 listopada 2012
    • Pamiątki

      Obiecywałam sobie aktualny wpis o Pożytecznych Pamiątkach z podróży, bo byłam pewna, że moje wakacje dostarczą jakichś ciekawych przykładów w tej dziedzinie. Jakoś tak się jednak stało, że pod względem zakupowym nie był to zupełnie udany wyjazd. Muszę się więc odwołać do moich wcześniejszych doświadczeń.

      We wczesnych klasach podstawówki miałam okropny zwyczaj wydawania całego kieszonkowego na wycieczkach klasowych na bazarowe "śliczne" pamiątki, na których widok moi Rodzice reagowali z mniejszą lub większą odrazą i załamywaniem rąk. Ich działania wychowawcze w końcu jednak zadziałały i chociaż nadal odczuwam ogromną potrzebę przywiezienia sobie czegoś z każdej podróży, to staram się te wydatki trochę racjonalizować.

      Najlepszym pomysłem, na jaki kiedykolwiek wpadłam (w tym obszarze) było kupowanie sobie "na pamiątkę" butów i w ten sposób moje ulubione czarne wyszywane pantofelki przyjechały ze mną z Moskwy, a niezniszczalne sandały na platformie z Izraela. I jeszcze muszę do tego dodać moje bardzo zniszczalne, ale najwygodniejsze na świecie baletki z Chicago. Żeby było śmieszniej, to dwie z tych trzech par pochodziły ze sklepu Aldo, który niestety dość znacznie różni się asortymentem w różnych krajach. Przynajmniej takie mam wrażenie. 

      System ogólnie się sprawdza. Jak nie ma w danym miejscu fajnych butów, to zawsze można przywieźć skórzaną torebkę (Rodos) albo ciepłe sweterki do biura (w Miami wisiały sobie w sklepie we wszystkich kolorach i pełnej rozmiarówce przecenione na 5 czy 10 dolarów - chyba ktoś kto je zamawiał zapomniał w jakiej strefie klimatycznej przebywa).

      A jak już zupełnie nie ma po drodze sklepu z butami ani torebkami, ani sweterkami, to zawsze można uratować sytuację belgijskimi czekoladkami albo izraelskim porto ze sklepu Duty Free.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      czwartek, 15 listopada 2012 17:18
  • poniedziałek, 12 listopada 2012
    • Pogoda

      Ten blog ma być w swoim podstawowym założeniu pozytywny, dokumentować rzeczy, które są w moim życiu dobre albo zmieniają się na lepsze. Niestety, mam wrażenie, że ostatnio doszłam do ściany, której nie mogę przebić, więc tym wpisem spróbuję ją trochę oswoić, a może dzięki temu jakoś ją obejść albo nawet przeskoczyć.

      Nie mogę, no po prostu nie mogę, polubić tej pogody, którą zazwyczaj mamy za oknem od połowy października do połowy kwietnia. Staram się nastawić pozytywnie, kupuję kolorowe ciepłe ubrania, Jacek nawet zafundował mi Desigualowy komplet czapkowo-rękawiczkowo-szalikowy. Nic to nie pomogło. Dalej wyjście z domu na mgliste powietrze o temperaturze poniżej 15 stopni (dalej mi to już nie robi większej różnicy) doprowadza mnie do cichej rozpaczy.

      Niby nic się nie dzieje, tylko jakoś pod koniec dnia zauważam, że jestem nieproporcjonalnie sfrustrowana do tego, co się w ciągu danego dnia wydarzyło. Wkurzające jest choćby to, że kolejne rzeczy wołają o remanent, a mi się nie chce po pracy ruszyć palcem. W weekendy zresztą jest niewiele lepiej. Skuliłam się w sobie, zahibernowałam. Bez gorącego prysznica nie mogę zasnąć. Otwarcie okna doprowadza mnie do łez. A będzie jeszcze gorzej. 

      Teorię znam. Przejmowanie się rzeczami, na które nie mam wpływu nie ma sensu. Celnie, jak zwykle, temat cierpienia z powodu jesiennej pogody podsumowała Ajka. Doceniam Jej dobre intencje i rady, ale niestety mój problem jest chyba głębszy.

      Chodzi mi ciągle po głowie nasze narodowe kultowe "Pani kierowniczko, ja to wszystko rozumiem! Ale jak jest zima, to musi być zimno, tak?". Ja też to wszystko rozumiem. Wbrew pozorom tak naprawdę nie chcę wcale emigrować do żadnego kraju o bardziej sprzyjającym klimacie... No ale mi źle. Może mi być źle?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 12 listopada 2012 23:26
  • poniedziałek, 05 listopada 2012
    • Wakacje

      Byłam na wakacjach. Takich prawdziwych, z wyjazdem w ciepłe kraje, zwiedzaniem, leżeniem na plaży i objadaniem się egzotycznymi owocami. Żeby nie było - wiem, że ta definicja "prawdziwości" wakacji jest oczywiście moja osobista, a nie uniwersalna.

      Dodatkowo ten wyjazd to było prawdziwe spełnienie marzeń. Od trzech lat, średnio rzecz biorąc co pół roku, kiedy pogoda w Izraelu jest najprzyjemniejsza, rozglądałam się za biletami do Tel Awiwu, ale zawsze coś mnie powstrzymywało przed podjęciem ostatecznej decyzji. Wreszcie się udało i mogłam sprawdzić, że to naprawdę możliwe i tak właściwie to na wyciągnięcie ręki. Właściwie to do teraz mam chwile, kiedy wydaje mi się, że to był tylko sen, a kiedy tam byłam, to cały czas czułam dziwną radość i wzruszenie, że znowu tam jestem.

      Właśnie dlatego, żeby tego nastroju nie popsuć, główną zasadą, jaką starałam się przyjąć na tym wyjeździe było "nic na siłę". Nie stawialiśmy sobie zbyt ambitnych celów i elastycznie dopasowywaliśmy plan dnia do otaczających nas warunków. Udało mi się wstać wcześniej, to szłam na plażę albo na targ kupić świeże pomidory i awokado na kolację. Chciałam dłużej pospać, to spałam. Jak się czuliśmy zmęczeni dwoma dniami podróżowania, to kolejny spędziliśmy leniwie spacerując po Tel Awiwie.

      Do tego Jacek robił sporo zdjęć, więc nie musiałam się stresować, że muszę coś sfotografować i skupiałam się tylko na ujęciach, na których najbardziej mi zależało. Ten brak presji na dokumentowanie wszystkiego, co widzę bardzo dobrze mi zrobił, bo zazwyczaj moje zdjęcia mnie rozczarowują. Po drugie, kiedy on robił zdjęcia, ja mogłam zwolnić, usiąść, rozejrzeć się, kontemplować to co widzę i nacieszyć się przebywaniem w miejscu, za którym tak długo tęskniłam.

      Oczywiście w pierwszym odruchu było mi żal, że nie zobaczymy więcej, że coś przegapimy, ale z każdym dniem coraz bardziej podobał mi się ten tryb zwiedzania oraz planowanie tego, co zobaczymy, kiedy przyjedziemy tam następnym razem. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Wakacje”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 listopada 2012 21:42