Wpisy

  • sobota, 31 grudnia 2016
    • Czytelniczy 2016 rok

      Ogólny wynik w tym roku jest gorszy niż w zeszłym, bo mam na liczniku 33 książki, ale nadal jest lepszy od mojej kilkuletniej średniej. Do tego w tym roku wróciłam do prenumeraty tygodników i chociaż nie czytam ich od deski do deski, to jednak zabierają one trochę czasu przeznaczonego na lekturę. Kiedy jednak patrzę na moje zestawienie książek przeczytanych w 2016 roku, to wychodzi na to, że był to rok głównie rozczarowań i/lub odkładania pewnych rzeczy na "potem". 

      Ten nastrój przełamują tak naprawdę tylko dwie książki: bardzo ciepły i ciekawy wywiad rzeka Eweliny Pietrowiak z Jerzym Pilchem "Zawsze nie ma nigdy" oraz mistrzowski "Król" Szczepana Twardocha. Bardzo przyjemnym i ciekawym zaskoczeniem był też "Marsjanin" Andiego Weira.

      Największym rozczarowaniem był "Krivoklat" mojego ulubionego Jacka Dehnela. Zaczęłam go z ogromnym entuzjazmem, ale gdzieś po jednej trzeciej umęczyła mnie maniera, którą autor przybrał tym razem i książka czeka na jakiś lepszy czas. Drugim z kolei była autobiografia Fredericka Forsytha, na której elektroniczne wydanie czekałam dość długo, a która okazała się dość niedbale napisanym zbiorem wspomnień, luźnych anegdot i przechwałek starzejącego się pisarza. 

      Moje czytelnicze wybory wynikały w tym roku w dużej mierze z nie do końca świadomej decyzji, by w zabrać się za serie wydawnicze. Były to przede wszystkim trylogia Zygmunta Miłoszewskiego oraz seria o żywiołach Katarzyny Bondy. Nie mogę do końca powiedzieć, że żałuję decyzji o ich przeczytaniu, ale z perspektywy czasu wydaje mi się, że zrobiłam to głównie dla wykazania własnej konsekwencji niż dla czystej przyjemności czytania. A już na pewno w tym czasie mogłam przeczytać coś lepszego i ciekawszego. 

      W trochę innej kategorii znajduje się seria o Jacku Ryanie, którą planuję przeczytać kiedyś w całości. W tym roku przeczytałam trzy części i bardzo się cieszę, że jeszcze w zapasie mam kilka kolejnych, bo to jest bardzo przyjemna lektura w kategorii politycznych thrillerów z lekką myszką. Książki, które czytam teraz mają akcję w pierwszej połowie lat 80-tych i ta możliwość obejrzenia tamtejszej politycznej rzeczywistości z dzisiejszej perspektywy jest bardzo interesująca. Do tego Tom Clancy darzy chyba Polaków i Polskę sympatią, bo np. w "Polowaniu na Czerwony Październik" znajduje się stronicowy opis naszego narodowego sprytu i talentu wraz z przypomnieniem polskiego udziału w złamaniu Enigmy.

      Ostatnia seria, w którą się wciągnęłam w tym roku to "Powieści piastowskie" Karola Bunscha, których słucham na audiobookach. Obcowanie z taką klasyczną historyczną powieścią sprawia mi dużo przyjemności, ale też ilość tytułów w serii, które są jeszcze przede mną blokują mnie przed poszukaniem czegoś innego, nowego. Dodatkowo, ponieważ ja słucham audiobooków przed snem i przejście przez jedną książkę zajmuje mi kilka miesięcy, to powstrzymało mnie to przed sięgnięciem po powieści Elżbiety Cherezińskiej o mojej ukochanej Świętosławie, córce Mieszka I, królowej Wikingów, bo akcja tych powieści zahaczała o siebie i nie byłam w stanie czytać ich równolegle.

      Ten rok był też kolejną okazją do zapoznania się z kilkoma całkiem udanymi poradnikami "o życiu". Do takich lektur podchodzę zawsze z dużą nieufnością, ale książki Anny Mularczyk-Meyer "Minimalizm dla zaawansowanych" oraz Katarzyny Kędzierskiej "Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce" mogę polecić każdemu z zupełnie czystym sumieniem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      sobota, 31 grudnia 2016 16:15
  • niedziela, 18 grudnia 2016
    • Moje Wyzwanie Minimalistki

      Po powrocie z urlopu poczułam wreszcie długo oczekiwany przypływ energii, więc postanowiłam dobrze go wykorzystać i przygotowałam sobie nieformalne i nieautoryzowane Wyzwanie Minimalistki. Policzyłam, że do 6 grudnia mam 21 dni i wyznaczyłam sobie 21 zadań na ten czas. Ogólnie rzecz biorąc jestem z wyników dość zadowolona, bo chociaż w pełni zrealizowałam tylko 1/3 zadań, to zupełnie nie zabrałam się tylko za 4 z nich. Reszcie poświęciłam przynajmniej trochę uwagi i coś dobrego z tego wynikło.

      Najbardziej cieszę się chyba z tych 21 przedmiotów, których udało mi się pozbyć. Jest to wcielenie w życie wyzwania "pozbądź się codziennie jednej rzeczy" i szczerze mówiąc byłam pewna, że mi się to absolutnie nie uda. A nie dość, że się udało te rzeczy wybrać, to i wystawić na OLX i nawet kilku pozbyć w definitywny sposób. Jestem też bardzo zadowolona z powrotu do dyscypliny Kapsuły, bo to zdecydowanie zwiększa moje poczucie kontroli nad tym, co się dzieje w mojej szafie. Udało mi się też zacząć porządki w moich torebkach i biżuterii, ale ponieważ tu jeszcze trochę pozostaje do zrobienia, to nie zaliczam sobie tych zadań w całości.

      Na przyszłość przenoszę takie zadania jak efektywne pozbywanie się zapasów jedzenia, najlepiej poprzez pozyskiwanie nowych przepisów godnych uwagi, jak również świadome skupianie się na jednej czynności i 20-minutowe celebracje tu i teraz. Ciekawym ćwiczeniem jest też świadome zauważanie dobrych rzeczy, które się udało zrobić.

      Nie wiem, co zrobić z takimi zadaniami jak regularny kontakt z hebrajskim, zapisywanie wydatków, czy robienie nowych notek blogowych. Z jednej strony wydaje mi się, że mi na nich zależy, z drugiej ewidentnie nie jest mi z nimi teraz po drodze. Myślę, że jest to materiał do przemyśleń na temat planów i celów na Nowy Rok. Widziałam kilka motywujących filmów na ten temat (np. u muchelleb oraz Break the Twitch), więc pewnie się na takie ćwiczenie skuszę.

      Udało się

      1. Dzień bez wydawania pieniędzy
      2. Uporządkować "apteczkę"
      3. Zrób coś dobrego dla innych
      4. Schować rzeczy, które nie mają swojego miejsca
      5. Ustalić Kapsułę do końca grudnia
      6. Napisać zaległą notkę na bloga o Kapsule
      7. Znaleźć 21 niepotrzebnych przedmiotów, których można się pozbyć

      Częściowo

      1. Przygotować 10 przepisów na obiad/lunch uwzględniając zapasy
      2. Detoks od forum.gazeta.pl
      3. Przygotować buty na zimę
      4. Skup swoją uwagę przez 30 minut na jednej czynności
      5. Zapisywać wydatki
      6. Uporządkować i wyczyścić torebki
      7. Uporządkować biżuterię

      Nie udało się

      1. Przyszyć guzik do płaszcza
      2. Znajdź 20 min. na świadomą celebrację bycia tu i teraz.
      3. Napisać wpis na bloga o Mitzpe Ramon i Beer Shevie
      4. Raz w tygodniu obejrzeć/przeczytać coś po hebrajsku

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 18 grudnia 2016 20:09
  • niedziela, 04 grudnia 2016
    • Kapsuła - reaktywacja (lipiec - październik)

      Kiedy na początku lipca nie udało mi się przygotować kapsuły na kolejne dwa miesiące, postanowiłam zrobić trochę odwrotny eksperyment - pozwoliłam sobie na swobodę wyciągania z szafy dowolnych ubrań, ale dalej pilnie notowałam, co zakładam na siebie każdego dnia. Przez te cztery miesiące obserwowałam zmiany w statystykach w porównaniu do podejścia z narzuconą z góry liczbą elementów do wykorzystania.

      W lipcu i sierpniu miałam na sobie 39 rzeczy w odróżnieniu od kapsułowych 33, ale po pierwsze pogoda była mocno w kratkę, a po drugie ja mam nieproporcjonalnie dużo letnich ubrań i latem to liczbowe ograniczenie zawsze było dla mnie najtrudniejsze. Uznałam więc, że eksperyment pokazał, że liczba 33 ma jak najbardziej sens i nie jest zbytnim ograniczeniem.

      Za to we wrześniu i październiku wykazałam się dużo większym niezdecydowaniem. O ile we wrześniu miałam na sobie również 39 egzemplarzy (w tym część wybitnie letnich ze względu na zaskakującą falę upałów), a w październiku wraz z pogorszeniem pogody i nastroju liczba ta skurczyła się tylko do 30, to sumarycznie w okresie wrzesień - październik wykorzystałam rekordowe 50 ubrań!

      Zastanawiałam się nad tą anomalią i zastanawiałam się, czy w takim razie jednak trochę nie powiększyć liczby ubrań lub dokonywać częstszych zmian w zestawieniach. Doszłam jednak do wniosku, że chociaż ta wolność najwyraźniej tym razem mi się przydała, to nie sprawiła mi ona aż takiej przyjemności, żeby chcieć coś zmieniać w przyjętych przeze mnie zasadach Kapsuły. Zwiększona liczba ubrań do dyspozycji w tym okresie oznaczała również bardziej skomplikowane zarządzanie nimi - układanie, pranie, prasowanie, od którego już odwykłam. Sprawę komplikowało też to, że nie udało nam się zrobić sesji zdjęciowej za lato i przez dłuższy czas trzymałam też na wierzchu letnie ubrania, co już kompletnie zburzyło porządek w szafie.

      Ten stan niezdecydowania i marazmu trwał aż do drugiej połowy listopada, kiedy to wróciłam z urlopu wypełniona nową dawką energii i postanowiłam wrócić do mojego stałego reżimu. Bazując na tym co nosiłam w listopadzie wybrałam moją 33 na pozostałą część roku, a wszystkie pozostałe rzeczy odłożyłam na bok. Chęć zdobycia dodatkowej przestrzeni skończyła się też schowaniem mojej rzadko noszonej "biznesowej" garderoby do specjalnego pokrowca w szafie w przedpokoju oraz kolejnym przeorganizowaniem zawartości szuflad metodą Konmari. Bez radykalnego wyrzucania udało mi się w ten sposób znacząco zwiększyć wygodę codziennego wyboru ubrań.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 grudnia 2016 21:55