Wpisy

  • wtorek, 26 marca 2013
    • Zielono

      Nie, niestety nie za oknem. Jak wszyscy wiedzą, wiosnę w tym roku odwołano, więc z przejmującą tęsknotą za kolorem zielonym trzeba sobie radzić inaczej.

      Zainspirowała mnie pani Marta (nie Magda) Gessler, która w ostatnim numerze Wysokich Obcasów zaproponowała 4 przepisy na zielone dipy/masy z różnych kombinacji warzyw i ziół w tym kolorze. Kartkę sobie wyrwałam i schowałam na najbliższą przyszłość, a potem przypomniałam sobie, że od kilku tygodni trzymam w zamrażalniku dwie porcje zrobionego przez siebie rosołu i torebkę mrożonego groszku. W lodówce znalazła się szynka i po pół godziny zajadałam się jaskrawozieloną i zaskakująco słodką papką. W najgorszą pogodę trudno się w takiej sytuacji nie uśmiechnąć. Niestety o zrobieniu zdjęcia pomyślałam po odstawieniu pustej miseczki do zlewu.

      Dzisiaj kontynuowałam trend za pomocą wszystkich odcieni zieleni surowego awokado. Genialny w swej prostocie sposób konsumowania tego fantastycznego owocu z solą i pieprzem 'sprzedała' mi moja Siostra, za co będę jej dozgonnie wdzięczna. Szkoda tylko, że jakość awokado w sklepie spożywczym na Mokotowie trochę ustępuje tym z meksykańskiego supermarketu w Chicago, ale nie można mieć wszystkiego i poza tym to miał być optymistyczny wpis. 

      W następnej kolejności rozważam przygotowanie makaronu ze szpinakiem i fetą. A potem sięgnę po przepisy pani Marty. A może i po samą fasolkę szparagową. Albo puree z bobu z boczkiem. A potem guacamole...

      Może w ten sposób uda się doczekać lata.

      PS. Odwyk zakupowy trwa pomimo kolejnej wizyty w Arkadii...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 marca 2013 23:04
  • sobota, 16 marca 2013
    • Kupowanie

      Przy okazji wpisu o kosmetykach doszłam do wniosku, że ponieważ zmiana nawyków zakupowych polega mniej więcej na tym samym niezależnie od dziedziny, to spróbuję to trochę podsumować.

      Najbardziej zaskakująca dla mnie rzecz, to związek mądrzejszego kupowania z czymś tak nietrywialnym, jak poznanie samego siebie. Może przy kosmetykach jest to wyraźnie widoczne - jeżeli nie lubię na przykład malować ust, to kupowanie kolejnej szminki, jakby nie była fantastyczna, rewolucyjna i świetnie reklamowana, po prostu nie ma sensu. Wiem, że to oczywiste, ale latami dawałam się nabierać na kupowanie różnych specyfików, których potem nigdy nie przyszło mi do głowy użyć - tylko dlatego, że jakiś artykuł w gazecie czy skuteczna reklama zasiała we mnie wątpliwości, że może jednak tego potrzebuję. Mam nadzieję, że już się tego oduczyłam. Bo trzeba trochę samej sobie zaufać, że skoro tyle lat coś mi się przydawało, to może jest mi bez tego dobrze.

      Druga kwestia to nadmierne zapasy. Głupi nawyk wynikający podobno z czasów, których właściwie nie powinnam pamiętać. "Dają" szampony w promocji, to trzeba kupić, bo potem nie będzie. Guzik, właśnie że jak będę ich potrzebowała to będą i wcale nie muszą mi do tego czasu zawalać połowy szafki w moim niewielkim przedpokoju. Tu niestety kontrargumentem jest kwestia fajnych kosmetyków, które producenci upierają się zastąpić czymś "lepszym", ale zapasy i tak nie wystarczą na zawsze, więc w sumie można się z tym pogodzić wcześniej i znaleźć sobie jakiś akceptowalny zamiennik. 

      Trzecia sprawa to jakość - nie kupowanie byle czego, bo tanio, bo pod ręką i nie trzeba dalej szukać, bo to na pewno to samo i lepsze firmy tylko naciągają naiwnych (chociaż tutaj oczywiście trzeba zachować ostrożność, bo nie zawsze droższe znaczy lepsze). Ostatnio zaczęłam kupować ekologiczne mydła i coś czuję, że do zwykłych już nie wrócę, bo czuję różnicę i na przykład zauważyłam, że nie muszę natychmiast po umyciu rąk smarować ich kremem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      sobota, 16 marca 2013 16:42
  • środa, 06 marca 2013
    • Kosmetyki

      Jak już się rozpędziłam i wiosennie rozchmurzyłam (w Brukseli jest jeszcze parę stopni więcej niż w Warszawie), to zanim wróci zima chciałam wrzucić tu jeszcze jeden zaległy wpis. W opisach różnych kategorii przedmiotów, którym się przyglądałam, zabrakło kosmetyków. Bynajmniej nie dlatego, że nie miałam i nie mam problemu z nadmierną ich ilością, ale nie miałam jakoś zapału do zrobienia z tym porządku.

      Radykalna zmiana w tym zakresie ostatnio nie nastąpiła, ale w sumie zauważyłam pewne pozytywne objawy. Dzisiaj będzie o utylizacji gromadzonych od dłuższego czasu próbek. Może nie zajmują one dużo miejsca, ale były wielkim wyrzutem minimalistycznego sumienia.

      Ostatnio zaczęłam w końcu wyciągać próbki kremów i szamponów i wozić je ze sobą w delegacje. Do tej pory najczęściej uznawałam, że i tak nie uda mi się zapakować na kilka dni nie przekraczając magicznych limitów płynów, które wolno wozić w podręcznym bagażu, więc z przyzwyczajenia brałam swój normalny zestaw z łazienkowej półki. A ostatnio trochę się wysiliłam i okazało się, że jednak można. I jeszcze do tego pan celnik totalnie olał moją kosmetyczkę, bo w tym sezonie jest moda na kontrolowanie suszarek do włosów!

      Z próbkami jest niestety taki problem, że w przeważającej większości zawierają kosmetyki, których nie znam i w sumie nie chcę używać. Można się nieźle naciąć nakładając sobie rano, 15 minut przed wyjściem na spotkanie z klientem, krem do twarzy, który za nic nie chce się wchłonąć. Ogólnie rzecz biorąc czuję się przekonana przez Ajkę, że nie ma co bezmyślnie brać kolejnych próbek wręczanych przez sprzedawczynie w drogeriach, jeżeli ma się od dawna sprawdzony rodzaj danego kosmetyku, którego nie chce się zmieniać. Z drugiej strony, jak już takie próbki mi wpadają w ręce (na przykład są dołączone do 'luksusowych' magazynów, które sobie czasem w ramach grzesznych przyjemności kupuję), to trzeba to potraktować, jak każdy inny przedmiot i w miarę możliwości zrobić z nich dobry użytek. A na dowód tego, że od każdej reguły jest wyjątek, muszę przyznać, że przy okazji odkryłam całkiem fajny szampon.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      środa, 06 marca 2013 21:20
  • wtorek, 05 marca 2013
    • Narty

      Omal nie zapomniałam opisać bardzo udanego powrotu do jednego z moich zaniedbanych hobby, czyli jeżdżenia na nartach. Przez prawie 20 lat jeździłam może rzadko i bardzo rekreacyjnie, ale dość regularnie, a od kiedy zamieszkałam w Warszawie nie mogłam znaleźć towarzystwa do tego zajęcia, a jakoś nie umiem, nie chcę i nie lubię organizować sobie takich wypraw na własną rękę. Do tego przyplątały się kłopoty zdrowotne i pomału zaczynałam dopuszczać do siebie myśl, że może już tego nigdy na 'białe szaleństwo' się nie zdecyduję.

      Sprawę komplikuje fakt, że jest to hobby, które wymaga pewnych inwestycji. Nie mówię nawet o sprzęcie, bo od tego na szczęście są wypożyczalnie, ale dość niesympatycznie jeździ się w dżinsach, niesportowej kurtce, przemakalnych rękawicach i bez gogli, a to już nie jest tak łatwo sobie zorganizować inaczej niż drogą kupna.

      Tak czy inaczej przez lata zostałam przez Rodziców zaopatrzona w narciarski ekwipunek, który powoli przesuwał się do kategorii rzeczy niepożytecznych, za to zajmujących dość sporo miejsca, co jak wiadomo wcześniej czy później powinno oznaczać poważne decyzje.

      Na szczęście w tym roku moja brydżowa trójka wpadła na pomysł wspólnej wyprawy na narty i dało to szansę na zmianę tej sytuacji. Okazało się, że na nartach jeździ mi się tak dobrze, jak kiedyś (aż by się chciało powiedzieć - 'w młodości'), a może nawet trochę lepiej, bo już chyba opanowałam paniczny dygot przy jeździe na dwuosobowym orczyku w życzliwym towarzystwie.

      W związku z tym wyposażenie przeszło przegląd, część rzeczy wylądowała w śmietniku, część w Caritasie, za to z czystym sumieniem upolowałam na wyprzedaży nową piękną i pożyteczną wiatro- i wodoodporną kurtkę. Zestaw uzupełnię jeszcze o nowe gogle i kask, ale to już chyba dopiero przed kolejną wyprawą, mam nadzieję, że wcześniej niż za kolejne 10 lat.

      Na obrazku uśmiechnięta Nowa Lepsza Ja ćwicząca na oślej łączce:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 marca 2013 22:30
  • niedziela, 03 marca 2013
    • Postępy

      Z każdym kolejnym prawie wiosennym dniem przybywa mi energii i poprawia mi się humor. Przez ostatnie dwa weekendy udało nam się z Jackiem wynieść do punktu skupu elektroniczny złom oraz zrobić remanent w pawlaczu. Dzięki temu odzyskaliśmy jedną półkę, jedną szufladę, a w drugiej wreszcie widać, jakie kabelki i ładowarki posiadamy.

      Przegląd pawlacza przyniósł w sumie dość niespodziewane rezultaty, bo nie zdawałam sobie sprawy, że dla odmiany tam nie było już zbyt wielu niepotrzebnych rzeczy. Chyba miał z tym coś wspólnego fakt, że ostatnią osobą, która tam na dłużej zaglądała była moja Siostra. Nam do wyrzucenia zostały tylko farby po remoncie, bo zdecydowanie skończył im się już termin przydatności do użycia.

      Jeżeli chodzi o niepotrzebną elektronikę, to pozbycie się jej zajęło mi tak dużo czasu z kilku powodów. Po pierwsze - postęp w tej dziedzinie jest tak szybki, że przedmioty stają się zupełnie zbędne na długo przedtem, zanim zdążą się zepsuć, więc bardzo rzadko udaje się je komuś przekazać. Po drugie, często ich zakup był kiedyś pewnym finansowym wysiłkiem i takie działające rzeczy trudno tak po prostu wyrzucić. Dodatkowo, po podjęciu takiej decyzji, tą niepotrzebną nikomu elektronikę trzeba oddać do specjalnego punktu, co stanowi pewne logistyczne wyzwanie. Na szczęście w Warszawie w każdej dzielnicy funkcjonują takie punkty otwarte w soboty i w sumie w końcu udało nam się zapakować w dwie dość pokaźne torby i tam dotrzeć. Nie zmienia to faktu, że na widok dwóch kiedyś fantastycznych i wymarzonych laptopów wrzucanych przez panów na kupę złomu, serce lekko mi się ścisnęło.

      Po ostatniej wycieczce do Arkadii po jeden kabelek dla Jacka, z którego wróciłam z nowym paskiem i szpilkami z wyprzedaży, postanowiłam, że nie będę kupować ubrań przez 3 miesiące, do końca maja. Ciekawa jestem, czy mi się to uda.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 marca 2013 15:38