Wpisy

  • piątek, 31 maja 2013
    • Wydarzenia

      Ciągle nie mogę się nadziwić tym, że jest ciepło, zielono i słonecznie, a ja mam energię, żeby robić coś więcej, niż włączyć po pracy jakiś zaległy odcinek serialu. Ostatnio udało mi się wziąć udział w dwóch ciekawych wydarzeniach. Jednym była ART YARD SALE w Ufficio Primo, na którą zupełnie niechcący natknęliśmy się podczas niedzielnego spaceru po Śródmieściu. Drugim Warszawskie Targi Książki na Stadionie Narodowym. Co prawda za jednym i drugim razem nie udało mi się uniknąć zakupowych pokus, ale i tak bardzo mi się spodobało.

      Od jakiegoś czasu zaczęły mi się coraz częściej rzucać w oczy artykuły i ogłoszenia o kolejnych targach, wystawach, jednym słowem (nie bójmy się tego powiedzieć) - eventach.

      Na ten weekend wypatrzyłam targi zdrowej żywności Nowy Targ oraz mody Hush Warsaw (znów na Stadionie Narodowym, który sam w sobie jest bardzo przyjemnym celem letniej wyprawy).

      Nie wiem, czy to się wpisuje w minimalizm, bo jednak z pustymi rękami rzadko się z takich imprez wychodzi, ale myślę, że zdecydowanie pasuje to do koncepcji wyszukiwania rzeczy pięknych i pożytecznych (a czasami też zdrowych). Do tego taki cel daje mi kopa na cały dzień. Łatwiej wstać, potem trzeba się trochę poruszać, a na koniec pozytywne wrażenia poprawiają humor. Od razu satysfakcja z weekendu rośnie. 

      Z drugiej strony oduczam się żałować straconych okazji, nieobejrzanych wystaw, przegapionych spotkań z ciekawymi ludźmi czy innych atrakcji, które oferuje było nie było spore europejskie miasto, w którym mieszkam. Jakby mi naprawdę zależało, to bym poszła. Skoro nie znalazłam na to czasu, to znaczy, że mi nie zależało. No chyba, że tak jak ostatnio uda mi się pomylić daty, kiedy impreza się odbywa. Ale to zupełnie inny temat.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      piątek, 31 maja 2013 22:41
  • niedziela, 12 maja 2013
    • Listy

      Mam bardzo mieszane uczucia odnośnie korzystania z list rzeczy to zrobienia (żeby nie było, że nie wiem, jak jest po polsku "To Do List"). Niestety kojarzą mi się one z sytuacjami, w których absolutnie przestawałam ogarniać rzeczywistość i ich przygotowanie i powieszenie nad biurkiem było ostatnią deską ratunku. Z tego powodu samo istnienie takiej listy mnie stresuje i sprawia wrażenie, że sytuacja jest nieciekawa, nawet jeżeli jest zupełnie inaczej.

      Od czasu do czasu jednak coś tam sobie spisuję i dochodzę do wniosku, że to działa - szczególnie w przypadku czynności, które są tzw. ważne i niepilne, tak jak wizyta u okulisty. W sumie nie ma znaczenia, czy pójdę tam teraz czy za pół roku i w związku z tym nigdy tego nie robię. Natomiast, kiedy taki punkt wisi sobie na liście, do której raz w tygodniu zaglądam, to nie da się o tym zapomnieć i w końcu sięgam po telefon, żeby umówić się na wizytę.

      Jest też podobno taka zasada (pasująca bardzo do minimalizmu), że jeżeli mamy na takiej liście zadanie i go nie realizujemy, to należy przenieść je na listę rzeczy mniej ważnych, a po kolejnych trzech miesiącach można o nim w ogóle zapomnieć. Oznacza to bowiem, że tylko nam się wydawało, że to było istotne. A na nieistotne rzeczy nie należy marnować czasu. Trochę się boję stosować tę zasadę dosłownie, ale coś w tym jest i jeżeli widzę, że jakiś punkt wisi na liście bardzo długo, a ja wcale nie czuję konieczności, żeby nim się zająć, to czasami dochodzę do wniosku, że to od początku był kiepski pomysł i z niego rezygnuję. Czasem może to oznaczać, że pomysł wcale nie był kiepski, tylko po prostu nie mój i nie dla mnie - ktoś mnie na coś namówił, przekonywał, że coś będzie dla mnie dobre, a ja w głębi duszy wiedziałam, że tak naprawdę nie jest.

      Ostatnio, żeby zagospodarować mój nagły wiosenny przypływ energii, użyłam listy do spisania ważnych rzeczy do zrobienia, które od dawna odkładałam na później. Muszę przyznać, że osiągnęłam całkiem niezłe rezultaty w jej realizacji i pozbyłam się paru sporych wyrzutów sumienia. Mam nadzieję, że zanim wyczerpie mi się mój entuzjazm, to parę pożytecznych rzeczy, jeszcze mi się uda zrobić. I może listy przestaną mi się tak źle kojarzyć.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 12 maja 2013 21:47
  • wtorek, 07 maja 2013
    • Transfer

      Jak tylko uda się przebrnąć przez trudny proces zidentyfikowania niepotrzebnych rzeczy, trzeba stanąć przed problemem, gdzie je wytransferować, żeby oddały zajmowane przez siebie miejsce.

      Oczywiście można je po prostu wyrzucić i dla ulżenia sumieniu najpierw je posortować pod kątem odzyskiwania surowców wtórnych i wyrzucić do odpowiedniego kontenera. Można też je postawić obok śmietnika i mieć nadzieję, że zostaną one przez kogoś "reużyte". Ostatnio usłyszałam wiele opowieści o niepotrzebnych przedmiotach znikających nawet zanim wyrzucający dotarł z nimi do śmietnika. Zresztą nawet moje nietrafione półki z IKEI odnalazły się kilka dni później w blokowej piwnicy, więc najwyraźniej ktoś postanowił je wykorzystać.

      Nie umiałam jednak zastosować tej metody wobec książek, bo czułam silną potrzebę, żeby trafiły w dobre ręce. Kilka udało mi się sprzedać znajomym, sześć sztuk poszło na Allegro, co sprawiło mi sporą satysfakcję, ale oznaczało niemałe zamieszanie związane z wystawieniem aukcji oraz cztery poranne pobudki i wycieczki o 8 rano pod pocztę, bo to jedyna pora, kiedy nie ma tam kilkudziesięcioosobowej kolejki. Kilka moich propozycji oddania książek za darmo spotkało się z odmową lub zostało zignorowanych, ale na razie jeszcze się nie poddaję i kolejnym krokiem będzie odwiedzenie lokalnej biblioteki.

      Te doświadczenia jednak trochę osłabiły mój entuzjazm i determinację do wyszukiwania przedmiotom nowych właścicieli. Ostatnia fala sprzątania dotknęła płyt CD i DVD, które aż się proszą, żeby je przejrzeć, ponieważ w zdecydowanej większości należą do kategorii przedmiotów nieużywanych przez pół roku albo rok, albo pięć lat, albo czasami wcale i niekoniecznie są piękne albo szczególnie pamiątkowe. Przerasta mnie sama myśl o skatalogowaniu tego w jakiś sensowny sposób, żeby udostępnić listę pozycji do oddania, o wystawianiu pojedynczych aukcji nawet nie mówiąc. A pewnie gdzieś są ludzie, których by ucieszyły. Z drugiej strony, wszystkiego dzisiaj jest tak dużo i na wyciągnięcie ręki, że może to nic dziwnego, że trudno jest znaleźć kogoś, kto by chciał akurat to, czego ja nie potrzebuję.

      Taka w sumie nauczka, żeby bardziej uważać na zakupach.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Transfer”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 maja 2013 00:10
  • czwartek, 02 maja 2013
    • Reorganizacja

      Ostatnio, w przypływie zapału do wiosennych porządków, krytycznym okiem spojrzałam na moje regały. Ciągle, mimo kolejnych remanentów, jest tam więcej rzeczy niż miejsca. Sprzątanie w takiej sytuacji jest trochę oszukiwaniem samego siebie - przedmioty przesuwane są z kąta w kąt, a wrażenie nieładu ciągle pozostaje. Postanowiłam więc podejść do tego problemu od innej, raczej nieminimalistycznej, strony. Skoro zmniejszanie ilości przedmiotów idzie powoli, to trzeba znaleźć dla nich lepszy sposób przechowywania niż kolejne stosiki rosnące na każdym wolnym centymetrze kwadratowym powierzchni.

      Być może nie najlepiej świadczy to o moim indywidualizmie, kreatywności, guście i tak dalej, ale dla mnie taki problem ma tylko jedno rozwiązanie - IKEA.

      Z pierwszej wycieczki wróciłam z sześcioma pudełkami na płyty CD, czterema pudełkami na DVD i dwoma pudełkami na dokumenty. Oprócz całkiem przyjemnego wieczoru poświęconego na składanie tego arsenału, zyskałam dzięki temu wolne miejsce na kilku półkach i to bez wyrzucania czegokolwiek. Ponieważ nie chciało mi się przeprowadzić najpierw porządnego mierzenia i planowania, to niestety okazało się, że brakuje mi jednego pudełka na CD do tego, żeby było tak jak chcę. Dlatego tydzień później pojechałam do sklepu jeszcze raz uzbrojona już w kilka kolejnych pomysłów, jak dalej racjonalizować przechowywanie tego, co nie pomieściło się w pierwszej partii pudeł. 

      Teraz już jestem naprawdę usatysfakcjonowana, bo nawet niepotrzebne rzeczy mają na razie swoje miejsce zamiast leżeć na wierzchu i nieustannie mnie stresować. Wiem, że gdyby kłuły w oczy, to pewnie szybciej wpadłyby w proces selekcyjny i problem rozwiązał by się na dłużej, ale to nie jest proste (o sukcesach i trudnościach w pozbywaniu się kolejnych kategorii rzeczy już niebawem) i doszłam do wniosku, że moim celem nie jest wbrew pozorom skuteczne eliminowanie przedmiotów, tylko ułatwienie i uprzyjemnienie życia i to się na razie udało, bo jest fajnie i tak na razie może być.

      

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Reorganizacja”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      czwartek, 02 maja 2013 18:25