Wpisy

  • poniedziałek, 28 września 2015
    • Pusta skrzynka

      Jednym z punktów Wyzwania Minimalistki było osiągnięcie stanu Inbox Zero, czyli pustej skrzynki emailowej, przynajmniej raz w tygodniu. Kiedy kilka lat temu, zainspirowana wpisami Ajki, pierwszy raz zabrałam się za porządkowanie mojej skrzynki, rzeczywiście zrobiło to dużą różnicę w moim podejściu do zarządzania przychodzącymi wiadomościami. Nauczyłam się na bieżąco archiwizować wiadomości, którymi nie muszę się już zajmować, stosować zasadę dwóch minut (jak możesz coś załatwić w dwie minuty, to zrób to od razu), kasować wiadomości, którymi nie jestem zainteresowana. Od tego czasu nie pozwalam, żeby gromadziło się ich zbyt wiele, ale ponieważ ostatnio trochę w tym obszarze zaniedbałam, to postanowiłam dorzucić ten punkt do listy zadań do zrealizowania. 

      Zupełnie nie spodziewałam się, że będzie mi tak trudno sobie z nim poradzić. Zaczęło się dobrze, bo od ręki załatwiłam kilka zaległych spraw, o których maile miały mi przypominać i te kilka sztuk z ulgą przerzuciłam do archiwalnego folderu, ale reszta jakoś mnie przerosła. Utknęłam w takim trudnym punkcie, w którym nie umiem, nie chcę czegoś załatwić, a jeszcze nie jestem gotowa z tego zrezygnować. Mogłabym stworzyć specjalny folder na takie tematy, ale byłoby to trochę oszukiwanie samej siebie.  

      Co ciekawe, to od jakiegoś czasu z dużym sukcesem stosuję zasadę Inbox Zero w służbowej skrzynce pocztowej. Z tym że tam mam narzędzia, które dużo lepiej wspierają zarządzanie zadaniami oczekującymi na realizację. Postaram się jeszcze pokombinować, jak przenieść te doświadczenia na sprawy prywatne łącząc moją skrzynkę z systemem list z tematami i rzeczami do zrobienia o różnych priorytetach. Brzmi to trochę korporacyjnie i nieludzko, i rzeczywiście czasem sprawia, że czuję się przytłoczona ilością zadań, ale generalnie raczej służy to opanowaniu sytuacji i ograniczeniu stresu związanego ze strachem, że się o czymś ważnym zapomni.

      Kluczem jest nauczenie się rozpoznania momentu, w którym albo coś trzeba koniecznie zrobić (bo naprawdę jest ważne), albo sobie odpuścić, bo pewnie i tak nic z tego nie będzie. Potraktować to jako test na rzeczywistą wartość tego pomysłu. Kiedyś trzeba podjąć decyzję, czy wykupić abonament na Spotify, zamiast trzymać tygodniami reklamowego maila na ten temat w głównej skrzynce i codziennie się nad nim zastanawiać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 września 2015 21:49
  • sobota, 26 września 2015
    • Udana sobota

      Dzisiaj miałam bardzo przyjemny, chociaż nietypowy dzień, który kilkukrotnie wymagał ode mnie postąpienia wbrew moim przyzwyczajeniom.

      Pomimo ciężkiego tygodnia nastawiłam sobie budzik na 6:30 rano, żeby nie przegapić meczu Agnieszki Radwańskiej w półfinale turnieju w Tokio. Okazało się, że wymierzyłam idealnie, jak tylko dobrze otworzyłam oczy, to w poprzednim meczu zakończono rozgrywać ostatnią piłkę. Pomimo lekkiego zawahania udało mi się wstać i jestem z tego bardzo zadowolona, gdyż nie tylko Agnieszka wygrała, ale też był to jeden z lepszych jej meczy, jakie kiedykolwiek widziałam.

      Kiedy mecz się skończył było już za późno, żeby się kłaść jeszcze spać, więc postanowiłam zacząć wcześniej realizować mój plan spacerowo-zakupowy. O mało co z niego nie zrezygnowałam, widząc za oknem siąpiący deszcz, ale postanowiłam zaryzykować, bo wiedziałam, że jeżeli zostanę w domu pod kocem, to będę miała do siebie o to lekki żal.

      Jak już się ubrałam (opatuliłam kominem i założyłam nauszniki) i wyszłam z domu, to okazało się, że nie jest tam aż tak bardzo nieprzyjemnie. Owszem, była lekka mżawka, ale temperatura była znośna i prawie nie wiało. W Centrum postanowiłam dodatkowo doładować akumulatory małą sezonową Spiced Pumpkin Latte i z kubkiem w jednym ręku, a parasolką w drugim, ruszyłam w stronę Chmielnej trochę zaskoczona niespodziewanym urokiem nie zawsze złotej polskiej jesieni.

      Pierwszym celem mojej wyprawy był sklep Risk Made in Warsaw, gdzie udało mi się wybrać piękną spódnicę po okazyjnej cenie. Później udałam się w stronę Złotych Tarasów, co oznaczało kolejny spacer obok Pałacu Kultury i Nauki. Ta część Śródmieścia nie jest może najładniejszym kawałkiem Warszawy, ale mimo to bardzo ją lubię. W centrum handlowym załatwiłam te sprawunki, które tam miałam załatwić i uniknąwszy wszelkich nadmiarowych pokus wróciłam bardzo z siebie zadowolona do domu.

      Jak dodać do tego, że jeszcze zrobiłam na obiad całkiem udane naleśniki, które są dla mnie zawsze wielkim wyzwaniem, to trudno nie cieszyć się z tego, jak los czasem nagradza zrobienie małych kroków poza swoją strefę komfortu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      sobota, 26 września 2015 19:41
  • piątek, 25 września 2015
    • Koniec września

      Oczywiście jak tylko ucieszyłam się, że mi tak fajnie idzie produkowanie regularne wpisów, to coś się zacięło i przez ponad tydzień nie udało mi się stworzyć żadnej notki. No trudno. Najważniejsze to się nie poddawać. Na dobry nowy początek będzie wpis porządkowy podsumowujący jesienną Kapsułę na koniec września.

      Jeżeli chodzi o wykorzystanie ubrań, to chyba w tej edycji jest bardzo podobnie, jak w poprzednich. Po dwóch tygodniach miałam na sobie 2/3 egzemplarzy, a na koniec miesiąca ostały się nienoszone tylko dwie rzeczy. Uważam, że to dobrze, oznacza to na pewno, że liczba ubrań nie jest znacząco zbyt wielka i jest na tyle dobrze dobrana, że nie mam kłopotu z wykorzystaniem poszczególnych sztuk w codziennych zestawach. 

      Zestaw jak na razie sprawdza mi się też pogodowo, chociaż mam lekkie obawy, czy w kolejnym miesiącu nie odczuję braku naprawdę ciepłych swetrów i grubych żakietów. Na razie ratuję się kominami i szalikami, ale mimo to rozważam dokonanie jeszcze jednej małej podmianki niewykorzystanego t-shirtu na sweter. Podmianek na samym początku września było dwie. Raz się po prostu pomyliłam i włożyłam t-shirt, którego w ostatecznym rozrachunku nie planowałam uwzględniać w tej edycji. Druga wynikała z tego, że za późno sobie przypomniałam o mojej wełnianej kamizeli, dla której to jest najlepsza pora roku.

      Kontynuuję też eksperyment ze swobodnym wykorzystaniem obuwia. Tak się składa, że czym jest zimniej, tym mój wybór w tym zakresie jest mniejszy, ale ze względu na szaloną pogodę, na razie nosiłam już dwanaście par, w tym moje ukochane sandały, bo kto wie, kiedy jeszcze we wrześniu będę mogła założyć tego rodzaju buty. No chyba, że teoria globalnego ocieplenia jest jednak prawdziwa i za parę lat nie będzie to taką wielką atrakcją.

      Ogólnie rzecz biorąc po tym miesiącu jestem bardzo zadowolona z wyboru. Może ta szafa jest trochę bardziej nudna niż poprzednia, ale chyba bardziej spójna i korzystanie z niej to prawdziwa przyjemność. Przypominam też sobie o dodatkach (nie tylko pełniących rolę dogrzewającą) i z pogodą ducha wkraczam w jesień.

      PS. Dzisiaj na przykład mój jesienny piątkowy strój składający się z granatowych rurek i zielonego swetra ożywiały zupełnie niejesienne buty:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      piątek, 25 września 2015 20:46
  • czwartek, 17 września 2015
    • Sukcesy i porażki

      Podsumowując ostatnią (jak już pisałam niespecjalnie udaną) edycję Wyzwania Minimalistki, chciałam wspomnieć jeszcze o kilku punktach, które w jakimś stopniu udało mi się zrealizować.

      Zaczęłam tworzyć swoją listę marzeń. Na razie jest na niej co prawda tylko jeden konkretny punkt, ale zaskoczył mnie sam fakt, że poczułam pewną ekscytację tym zadaniem, zamiast zniechęcenia, które czułam przy ostatniej edycji. Specjalnie wybrałam to zadanie, żeby sprawdzić swój stosunek do tego tematu i teraz bardzo się z tego cieszę. Nie wiem, czy uda mi się kiedyś, w jakieś spokojne popołudnie, jeszcze nad nią popracować, ale na pewno nie będę broniła się przed spisywaniem marzeń i jakimś dążeniem do ich realizacji.

      Niezbyt dobrze poszło mi za to robienie nowych rzeczy. To jest jednak coś, co wymaga świadomego wysiłku, na który jakoś nie udało mi się w ciągu tych trzech tygodni zdobyć. Ale jak się dobrze zastanowić, to jakieś nowe doświadczenia się mimo wszystko mi w tym okresie nazbierały i też jest to materiał do zastanowienia się nad tym, czy czegoś w swoich ustalonych nawykach nie zmienić. Wszystko trzeba zrobić kiedyś po raz pierwszy, żeby przekonać się, że to warte powtórzenia.

      Nie zaplanowałam też dokładnie jednej wymarzonej podróży, ale za to w jakimś stopniu poczyniłam kroki w kierunku zaplanowania aż czterech wypraw, które mam nadzieję odbędą się na przestrzeni następnego roku.

      Za to wytrzymałam bez forum gazeta.pl nawet dwa dni po zakończeniu Wyzwania i co najlepsze na razie mnie do niego nie ciągnie. Może tym razem odwyk zadziała na dłużej. Oczywiście forum samo w sobie nie jest niczym złym, ale moja skłonność do przepadania tam na długie godziny jest strasznie dla mnie samej irytująca. 

      I to niestety tyle. Pozostałe punkty wpisuję sobie na swoją listę tematów, którymi warto się kiedyś zająć. Przyjdzie taki dzień, że poczuję potrzebę ich realizacji. Moją frustrację zmniejsza fakt, że w tym czasie całkiem solidnie wyczyściłam moją listę "ważnych, ale nie bardzo pilnych" rzeczy do zrealizowania, która przez ostatnie pół roku właściwie tylko rosła i zaczęła mnie trochę przerażać. Jestem też dość zadowolona z częstotliwości moich wpisów na tym blogu i mam ambicję jeszcze przez jakiś czas ten rytm 3/4 wpisów w tygodniu utrzymać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      czwartek, 17 września 2015 20:19
  • wtorek, 15 września 2015
    • Czas leci

      No właśnie, czas leci. Dzisiaj minął 21 dzień Wyzwania Minimalistki. Za szybko, zdecydowanie za szybko. Z kilku tematów jeszcze planuję się rozliczyć na blogu. Część z zadań zrealizuję po prostu w innym (bliskim) terminie, bo w sumie dlaczego mam z nich rezygnować, jeżeli trzy tygodnie temu uznałam, że ich w jakimś stopniu potrzebuję. Część pewnie odłożę na dalszą i niesprecyzowaną przyszłość z pokorą uznając, że nie zawsze odnosi się sukces. I będę zbierać siły na kolejne Wyzwanie Minimalistki, które Kasia już zapowiedziała na swoim blogu Simplicite.

      Rzutem na taśmę dokończyłam zadanie związane z porządkowaniem materiałowych toreb. Połączyłam to z remanentem w kuchennych ściereczkach i ręcznikach i dzięki temu odzyskałam trochę bardzo cennej przestrzeni w mojej zagraconej kuchni. Naprawdę jestem z tego niesamowicie zadowolona, bo nie spodziewałam się, że taka mała rzecz spowoduje tak dużą zmianę. Teraz pozostaje kwestia dyscypliny, żeby przez następne 10 lat nie kupić żadnej ścierki, ręcznika ani materiałowej torby na zakupy, tylko uczciwie wykorzystywać zapasy.

      Dużo mniejszym sukcesem zakończyła się akcja "ostrej selekcji" wśród t-shirtów. Mam ich sporo, bo niestety t-shirt to jest takie ubranie, na które najłatwiej się skusić - w każdym sklepie lub na stoisku projektanta można znaleźć świetne egzemplarze, które są stosunkowo tanie, mają fajne śmieszne wzory lub napisy i w ogóle aż się proszą, żeby zabrać je do domu. Znalezienie porządnych, dobrze skrojonych sukienek, spodni, czy nawet rozpinanych swetrów za sensowne pieniądze jest dużo trudniejsze. W wyniku przeglądu postanowiłam pozbyć się tylko kilku najbardziej zniszczonych sztuk. Nie chcę pozbywać się całkiem dobrych rzeczy, natomiast na pewno muszę stopniowo je zużyć i wprowadzić szlaban na kupowanie nowych. W tym roku musiałam wymienić swoje białe t-shirty i po tych zakupach na jakiś czas nie powinnam mieć żadnych potrzeb w tym zakresie.

      Przy okazji zresztą pękłam i załamana efektami poszukiwań zwykłych obcisłych bluzek w "polskich" sklepach, kupiłam w C&A dwie sztuki, które na pewno nie były szyte w Europie, chociaż przezornie nie posiadały informacji o kraju pochodzenia na metce. Zachęcona sympatyczną relacją jakości do ceny skusiłam się jeszcze na czarną koszulkę i bawełnianą bluzę. Traktuję to mimo wszystko jako jednorazowe odstępstwo od generalnej zasady, której ciągle planuję się trzymać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      wtorek, 15 września 2015 21:01