Wpisy

  • środa, 28 października 2015
    • Czytanie

      Dzięki mojemu rejestrowi przeczytanych książek na portalu Lubimy Czytać, od prawie 5 lat wiem, jaką mam średnią liczbę książek przeczytanych w roku - oscyluje ona wokoło 25 sztuk. Nie zastanawiałam się zbyt długo, czy to dużo, czy mało, zakładam, że w poznawaniu literatury nie o podbijanie statystyk chodzi, a i książka książce nierówna. Uznałam po prostu, że to ciekawa informacja, zwłaszcza, że te liczby były z roku na rok dość podobne.

      Jednak w tym roku, a mamy dopiero koniec października, na moim "liczniku" pojawiła się liczba 41. W pierwszym odruchu, jako miłośniczka literatury i dziecko wychowane w kulcie czytelnictwa (Babcia bibliotekarka), bardzo się ucieszyłam. Wyszła na jaw moja najwyraźniej tłumiona ambicja spełnienia dość słynnego już wyzwania 52 książki w 52 tygodnie i już chciałam przyspieszyć z zaliczaniem kolejnych tytułów, kiedy zakiełkowała we mnie ciekawa myśl - a co się takiego stało, że w tym roku zapracowałam na taki wynik. 

      Pierwszy trop był prosty. Po latach przerwy wróciłam do usypiania przy audiobookach. Jest to straszliwie wolna forma zapoznawania się z literaturą (często dłużej szukam fragmentu, na którym skończyłam słuchanie niż słucham następnego), ale tym sposobem do mojej listy dodałam nadprogramowe 7 tytułów. 

      Kolejne przemyślenie jest takie, że żeby znaleźć ten dodatkowy czas na czytanie, nie zrobiłam innych rzeczy. W sumie proste i oczywiste. I o ile był to częściowo czas zaoszczędzony na oglądaniu seriali i grze w Cywilizację, to jeszcze pół biedy. Chociaż cenię sobie różne formy rozrywki, to akurat tego wyboru absolutnie nie żałuję. Niestety dotarło do mnie, że ucierpiały też inne, bardziej pożyteczne formy mojej aktywności, takie jak nauka słówek z hebrajskiego, analiza brydżowego systemu licytacji, czy dokończenie urządzania mieszkania. Wciąż wydłużająca się lista rzeczy do zrobienia nie wzięła się znikąd. 

      Dlatego zrezygnowałam ze świadomego podbijania tego wyniku i wręcz (jakkolwiek obrazoburczo by to dla mnie samej nie brzmiało) zamierzam minimalizować moje czytelnictwo, w rozumieniu znalezienia najlepszej dla mnie równowagi między nim a resztą mojego życia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      środa, 28 października 2015 19:12
  • sobota, 24 października 2015
    • Olśnienie

      Zbliża się wielkimi krokami koniec października i na jutro zaplanowane jest robienie zdjęć do kolejnego podsumowania Kapsuły. Zanim jednak uda się to zrobić i opisać, to chciałam zanotować jedno ciekawe doświadczenie z ostatnich kilku tygodni. 

      Miałam ostatnio dość nerwowy okres w pracy, gdyż na regularne zadania nałożyły się problemy z dokończeniem jednej dość trudnej dla mnie rzeczy. Termin zaczął gonić, czasu na jego realizację pozostało niewiele, stres stał się nie do zniesienia. 

      Szczęście w nieszczęściu było takie, że krytyczny problem pojawił się w piątkowy wieczór. SMS, że wykonanie mojego skryptu zakończyło się błędem i że byłoby fantastycznie, gdyby udało mi się rozwiązać ten problem w weekend, bo wstrzymuje on dość istotne prace, które miały być zakończone do poniedziałku, dostałam będąc w kinie na projekcji Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Po przyjściu do domu usiadłam do komputera i kiedy dobrą godzinę wpatrywałam się w logi błędu, to z rosnącą paniką zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia, na czym polega problem. Ponieważ było bardzo późno i byłam bardzo zmęczona postanowiłam się poddać i pójść spać. Kładłam się z wyrzutami sumienia i mocno zastanawiałam się, czy w związku z zaistniałą sytuacją iść na poranny seans, na który miałam bilety.

      Postanowiłam jednak trochę odpuścić i zająć się problemem po powrocie. Pozornie przestałam na pół godziny się tym martwić i o tym myśleć. Jakie było moje zaskoczenie, gdy gdzieś między wyjściem z metra a Pałacem Kultury zrozumiałam, gdzie popełniłam błąd i jak go powinnam poprawić. Przed południem było po wszystkim.

      Oczywiście taki mechanizm olśnienia w najmniej niespodziewanym momencie jest znany wszystkim, ale osobiste doświadczenie go w dość trudnym momencie bardzo mi pomogło zmniejszyć poziom stresu i strachu przed porażką. Fajnie dać sobie trochę przestrzeni i zaufania i nie poddawać się zbyt szybko.

      PS. A to zdjęcie ze strony dystrybutora filmu Barash - najfajniejszego filmu, który widziałam na WFF w tym roku:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      sobota, 24 października 2015 14:40
  • środa, 07 października 2015
    • Kreatywność

      Kasia w blogu Simplicite wielokrotnie podkreślała, że ograniczenie ilości ubrań pozytywnie wpływa na jej kreatywność. Co więcej, gdy któregoś miesiąca zdecydowała się na brak ograniczeń, to zareagowała na to ucieczką w sprawdzone zestawy i efekt był zupełnie odwrotny niż można by się tego spodziewać.

      Postanowiłam się trochę nad tym zastanowić i poprzyglądać moim doświadczeniom w tej kwestii, gdyż wydaje mi się, że ja u siebie nie dostrzegam takiej zależności, a wręcz mam odwrotne doświadczenia.

      Ogólnie uważam, że kreatywność jest wypadkową osobowości i usposobienia w danym momencie. Na przykład maleje ona, kiedy w życiu pojawia się stres, czy inny spadek nastroju. Ja nie jestem z natury specjalnie kreatywna, ani artystycznie uzdolniona. Ciężko mi zazwyczaj dobrać efektownie ozdoby, czy wymyślić oryginalną, ale udaną kombinację nieoczywistych elementów. Dlatego wydaje mi się, że jestem dużo ciekawiej ubrana, jeżeli mam większy wybór. Uwielbiam na przykład sukienki, które wyglądają świetnie i interesująco, ale tylko pod warunkiem, że nosi się je od czasu do czasu, żeby się nie opatrzyły.

      Po ponad pół roku Kapsuły zauważyłam, że coraz częściej noszę sprawdzone zestawy. Często są to kombinacje, w których fotografowałam się na potrzeby bloga, tak jakby one najbardziej zapadły mi w pamięć. Nie zdecydowałam się jeszcze, czy bardziej mnie to cieszy (bo jest łatwiej), czy martwi (bo jest nudniej). W sumie w Kapsule chodziło głównie o uproszczenie sobie życia zarówno poprzez większy luz w szafie, jak i właśnie ograniczony wybór każdego poranka i dla mnie "kreatywny" wygląd jest ceną, którą warto za to zapłacić.

      Żeby nie było jednak tak pesymistycznie, to rzeczywiście te ograniczenie wyzwala we mnie od czasu do czasu potrzebę kombinowania z dodatkami - biżuterią, czy chociażby butami, których wyboru sobie nie ograniczam - żeby ten mój wygląd jakoś urozmaicić.  

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      środa, 07 października 2015 20:42
  • poniedziałek, 05 października 2015
    • Sztuka porządkowania

      Skusiłam się ostatnio na zakup jednej z książek słynnej propagatorki minimalizmu Dominique Loreau. Zdecydowałam się zacząć od jednej z jej bardziej praktycznych pozycji, czyli "Sztuki porządkowania". Nie było to może najlepiej wydane 15 złotych w moim życiu, ale też za tę cenę warto było zapoznać się z tą autorką i przy okazji zmobilizować się do paru dodatkowych działań sprzyjających optymalnemu urządzeniu mojego mieszkania.

      Chociaż książka nie jest zupełnie odkrywcza, szczególnie po dwóch latach czytania różnego rodzaju minimalistycznych blogów, to zwróciłam uwagę na dwie zaprezentowane tam koncepcje. Co prawda, mam wrażenie, że są one trochę rozbieżne i zastanawiałam się czasem, jakim cudem autorka tak płynnie między nimi przechodzi, ale może to po prostu ja mam zbyt ubogą wyobraźnię. 

      Jeden koncept to chowanie przedmiotów, tak by przestrzeń wokoło nas była niezagracona. Oczywiście nie jest to nowy pomysł i sama z powodzeniem go stosuję, chociaż rzeczywiście nie z taką konsekwencją, do jakiej zachęca książka. Pod wpływem tej lektury aż się chce udać na poszukiwanie idealnych pojemników na wszystkie przedmioty, których minimalista jeszcze nie zdążył się pozbyć. Efektywne wykorzystanie przestrzeni, zapewnienie łatwego dostępu do rzeczy oraz przejrzysty sposób oznaczania pojemników, to jest niewątpliwie klucz do przechowywania dużej ilości przedmiotów. Fajne jest to, że mowa jest nie tylko o doskonałych pojemnikach, które można kupić w specjalistycznych sklepach, ale też o pomysłowym wykorzystaniu różnego rodzaju darmowych opakowań (pudełek, puszek, butelek).

      Druga koncepcja to ergonomia, czyli umieszczanie przedmiotów tam, gdzie najczęściej z nich korzystamy. Na przykład trzymanie serwisu do herbaty, ale również podręcznych przedmiotów, na dużej tacy na stole w salonie lub używanie różnego rodzaju wieszaczków. Jest to bliskie mojej potrzebie posiadania wszystkiego pod ręką, ale mam wrażenie, że dość mocno kłóci się ze standardową koncepcją ładu i porządku.

      Oczywiście sztuka porządkowania polega na pogodzeniu tych dwóch rzeczy. Ja już szukam praktycznej komódki do salonu, gdzie w dyskretny sposób mogłabym schować wszystko, co lubię mieć przy kanapie, gdy siadam tam po pracy. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 05 października 2015 20:47