Wpisy

  • poniedziałek, 03 września 2012
    • E-czytanie

      W moim życiu był pewien rok, a może dwa, kiedy bardzo brakowało mi fajnych książek. Strasznie cierpiałam z tego powodu i postanowiłam wtedy nigdy już nie dopuścić do podobnej sytuacji, więc jak tylko sytuacja się zmieniła, zaczęłam robić zapasy. Kiedy mieszkałam w Stanach, to w czasie wakacji polowałam na polskie nowości. Kiedy przeprowadziłam się do Polski, obowiązkowym punktem programu podczas pobytu w Stanach była wizyta w księgarni. A potem polubiłam amazon.com i merlin.pl i już byłam zgubiona.

      Dość długo nie przychodziło mi do głowy, żeby zaopatrzyć się w elektroniczny czytnik. Nie chodziło mi nawet o słynny romantyczny szelest kartek i zapach papieru, ale po prostu obawiałam się, że i tak większości książek, zwłaszcza polskich, na niego nie dostanę, więc nie rozwiąże to mojego problemu z ilością tomów i tomików wysypujących się z kolejnych półek. Jednak  kilka osób cierpliwie rozwiewało moje wątpliwości (dzięki!) i w końcu zdecydowałam się na Kindle.

      Co to zmieniło? Po pierwsze, od tego czasu nie kupiłam żadnego papierowego wydania angielskojęzycznej książki. Po drugie, Amazon pozwala na prenumeratę akurat tych dwóch (polskich) tygodników, które czytam, więc nie gromadzę tyle makulatury. Po trzecie, Empik zaczął prowadzić sprzedaż ebooków w formacie mobi, co sprawiło, że ostatnie dwa wymarzone tytuły kupiłam już w wersji elektronicznej.

      Książki zakupione na Kindle w innym przypadku zajęłyby kolejną półkę, której w moim mieszkaniu już niestety nie ma. Czuję się uratowana.

      A poza tym, czytanie w jakiejkolwiek podróży jest dzięki czytnikowi i jego wersji na komórkę, sto razy łatwiejsze. Zaczynając od unikania problemów z trzymaniem grubej książki jedną ręką w tramwaju, kończąc na braku konieczności zabierania ze sobą dodatkowego ciężaru czy to do torebki czy walizki.

      No i na koniec, nie mogłam się powstrzymać:

      Ten komiks i dużo więcej na tym blogu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 03 września 2012 21:59
  • niedziela, 02 września 2012
    • Ciuchy

      Skoro było o butach, to naturalnym kolejnym krokiem jest opis optymalizowania garderoby. Jest to oczywiście spore wyzwanie budzące wiele różnych emocji, a ja na razie podjęłam dopiero pierwsze nieśmiałe kroki w tym kierunku, więc zamiast na chwaleniu się rezultatami, chciałam skupić się na pewnej pozytywnej stronie tego doświadczenia. 

      Mam sporo ubrań. Większość z tych ubrań jest fajnych i je lubię. Mam całkiem ustabilizowany gust i wiem mniej więcej, w czym dobrze wyglądam, a czego nie powinnam nawet próbować brać do przymierzalni, więc jak coś kupuję, to z reguły jestem z tego zadowolona. Problem jest raczej w ilości. Jak się posiada dziesięć całkiem fajnych spódnic, to z reguły nie ma szansy, żeby każdą z nich założyć przynajmniej raz na pół roku. Szczególnie, że pewnie nie jestem jedyną osobą, która lubi upraszczać sobie życie i mniej lub bardziej świadomie przywiązuje się do pewnych zestawów. I w ten sposób 5 bluzek noszonych jest na okrągło, a 20 innych tylko zabiera miejsce. Zanim jednak wdrożę zaawansowane techniki optymalizacji garderoby (o których zapewne innym razem), to chciałam się przyjrzeć dobrze temu, co tam już jest.

      W trakcie ostatnich porządków w szafie, przede wszystkim przymierzyłam każdą rzecz, której nie miałam na sobie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy i sprawdziłam, jak w niej się czuję. W ten sposób, chociaż udało mi się nazbierać dwa worki rzeczy do oddania i wyrzucenia (bo znalazły się w sposób naturalny rzeczy, które się już zniszczyły, nie pasują na mnie albo przestały mi się podobać), to nie zostałam z poczuciem straty, a wręcz przeciwnie - w jakiś sposób "odzyskałam" bardzo fajne ubrania, które ukrywały się przede mną na dnie szafy. 

      Okazuje się, że ograniczanie ilości wcale nie musi oznaczać zubożenia garderoby. Wystarczy od czasu do czasu potraktować zakamarki własnej szafy jak przymierzalnię sklepu z ubraniami i wyszukać jakąś perełkę i potraktować jak nowy fajny ciuch.

      I żeby było choć trochę minimalistycznie, to podsumuję następująco: "Buy less, wear more" (Gok Wan).

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 02 września 2012 17:45
  • sobota, 01 września 2012
    • Buty

      No jeżeli to jest blog o redukcji mojego stanu posiadania, to musi być o butach. Chyba nie ma drugiej takiej kategorii przedmiotów, w której bym w życiu dokonała tylu błędnych zakupowych decyzji. Skutkiem czego były zawalone 2 szafki, kilka kartonów w pawlaczu i pełen przedpokój butów oraz prawdziwa codzienna rozpacz, że "nie mam co na siebie włożyć". I nie ma co wszystkiego zwalać na to, że mam talent do robienia sobie krzywdy nawet w adidasach, bo porządnej jakości buty zazwyczaj dają się jakoś rozchodzić.

      Kłopot w dużej mierze wynikał z tego, że bardzo mi trudno znaleźć buty, które byłyby jednocześnie ładne, wygodne i tanie (no, powiedzmy - odpowiednio drogie). A że buty kupować uwielbiam, to zawsze ulegałam pokusie i któryś element układanki był odrzucany, a ja wracałam do domu z czymś ślicznym, w czym nie mogłam wytrzymać dłużej niż 15 minut albo w czymś tanim i praktycznym, ale na tyle paskudnym, że nie mogłam zmusić się do tego, żeby kiedykolwiek wyjść w tym z domu. No i portfel chudł, miejsce w szafkach się kończyło, a znajomi stukali się z politowaniem w głowę.

      Problem musiał być dość nabrzmiały, bo kiedy przełamałam w sobie "remanentową" barierę i zabrałam się do roboty, to w 15 minut nazbierałam 3 spore reklamówki, które natychmiast wywędrowały pod śmietnik. Ponieważ było to podejrzanie łatwe, to prawdopodobnie prawdziwy wysiłek racjonalizatorski dopiero mnie czeka.

      To doświadczenie potwierdziło sporo spostrzeżeń często opisywanych na minimalistycznych blogach. Wywołało ulgę, że nie tylko zwolniła się przestrzeń, ale też już nigdy nie będę musiała się stresować tym, do czego nałożyć te różowe lakierki skoro leżą i się marnują. Było to też ciekawe ćwiczenie na uświadamianie sobie pewnych prawd o sobie (może banalnych, ale od czegoś trzeba zacząć). Nie, nie wyglądam dobrze w brązowych ubraniach i brązowe pantofle do niczego nigdy nie będą mi pasować, nawet jak staną się nieziemsko modne.

      A żeby udowodnić, że żadna ze mnie minimalistka, to poniżej mój w miarę ostatni zakup dokonany zupełnie świadomie w celu zaspokojenia chęci posiadania, a nie noszenia:

      Zdjęcie pobrane stąd.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Buty”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      sobota, 01 września 2012 10:40
  • piątek, 31 sierpnia 2012
    • Książki

      Pierwszy wpis "chwalący się" będzie o remanencie w moim księgozbiorze. Niestety na razie przyniósł on skromne materialne rezultaty (5 książek jest co prawda odłożonych do oddania, ale jeszcze nie opuściło mojego mieszkania), ale psychologicznie i emocjonalnie to był bardzo ważny krok.

      Zaczęło się od inwentaryzacji. Chyba każdy, kto kiedykolwiek uczył się używać aplikacji Microsoft Access podjął się kiedyś wyzwania napisania bazy danych książek. Nie wiem, jak inni, ale mi się znudziło wprowadzanie danych gdzieś przy dziesiątej pozycji, lata temu.

      Kolejną próbę podjęłam więc dopiero całkiem niedawno po znalezieniu przez moją Przyjaciółkę serwisu Lubimy Czytać. Jego przewaga polega na tym, że całą czarną robotę związaną z wprowadzaniem danych książek (wraz ze skanami okładek) wykonał za nas ktoś inny. Zadanie przeciętnego użytkownika polega tylko na wyszukaniu posiadanych pozycji i określeniu na jakich wirtualnych półkach dana książka ma się znajdować ("Po angielsku", "Ulubione", "USA lata 60-te", itd.) Każdą książkę można też ocenić przez przypisanie dowolnej ilości gwiazdek - od 1 do 10 oraz pisząc jej recenzję. Super.

      Jak już wiedziałam, co mniej więcej zajmuje moje regały, to zabrałam się za określenie, bez których książek mogłabym się obyć. Jak dla każdego mola książkowego, było to trudne i przykre. Łatwo było zadecydować, czego kategorycznie się nie chcę pozbywać - mam kilku ulubionych autorów, których książki od lat kupuję na bieżąco, jak tylko się ukazują i chcę je mieć pod ręką. Na drugim biegunie były książki, które mi się zupełnie nie podobały (a niestety ostatnio miałam do kupowania takich pozycji pecha) oraz takie, dla których istnieją łatwe do zdobycia "w razie czego" wersje elektroniczne. Reszta wymagała bolesnych rozterek i zastanowienia.

      Małymi krokami udało mi się stworzyć skromną wirtualną półkę "Do sprzedania" i przekazać do niej link moim różnym znajomym. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu na tę propozycję był jakiś odzew i już wiem, że parę tytułów znajdzie nowy, może lepszy, dom. A ja zachęcona tym rezultatem, będę próbować dalej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      piątek, 31 sierpnia 2012 17:16
  • czwartek, 30 sierpnia 2012
    • Impuls

      Jak się zastanawiam nad momentem, który mogłabym zdefiniować jako początek mojej drogi do opanowania otaczającego mnie chaosu i nadmiaru, to symboliczna wydaje mi się chwila, kiedy po przeczytaniu artykułu "Zminimalizowani" w Wysokich Obcasach, wstałam z kanapy i od ręki wyrzuciłam trzy segregatory z archiwalnymi numerami tego magazynu.

      Nie była to moja pierwsza w życiu próba pozbycia się niepotrzebnych przedmiotów, ale tym razem chyba po raz pierwszy poczułam, że przełamała się jakaś bariera i mogę iść dalej.

      Oczywiście motywacja nie wynikła bezpośrednio z zachwytu nad bohaterami artykułu, gdyż (że pozwolę sobie się powtórzyć) nie pociąga mnie zupełnie wizja ograniczenia swojego stanu posiadania do 100 najpotrzebniejszych przedmiotów. Raczej to było takie intuicyjne przeczucie, że za tym zakrętem czeka mnie coś ciekawego i lepszego, więc postanowiłam zrobić parę kroków w tym kierunku i zobaczyć, co się wydarzy.

      Nie będę się oszukiwać - pewnie dojrzewałabym do tego procesu dłużej, gdybym miała większe mieszkanie. W tym, które mam, 6 lat wystarczyło, żeby zapełnić każdy kątek meblami i każdy zakamarek mebli rzeczami. Szczególnie doskonale utkwił mi w pamięci prozaiczny w sumie moment, kiedy zdałam sobie sprawę, że nie mogę posprzątać wszystkich leżących na kanapie ubrań, bo fizycznie nie zmieszczą się one w mojej szafie. A na kolejną szafę miejsca niet. 

      W tym momencie przestałam być w stanie sama przed sobą udawać, że problemu nie ma. Ciężko w to uwierzyć, że minęło raptem 10 lat, od kiedy przyjechałam do Warszawy z dwiema walizkami. I te wszystkie działania to taka podróż w czasie, żeby ustalić, co się w międzyczasie tak naprawdę stało, czy przypadkiem nie da się zmienić tego na lepsze.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      czwartek, 30 sierpnia 2012 17:17