Wpisy

  • niedziela, 01 maja 2016
    • Marzec i kwiecień 2016

      Tym razem podsumowanie będzie bez zdjęć, a zdjęcia pojawią się przy okazji innego wpisu. Podjęłam tę decyzję głównie dlatego, że ta ostatnia edycja pod względem doboru ubrań do złudzenia przypominała poprzednią i mogłabym w niej wykorzystać ponad połowę zdjęć z poprzedniej sesji. Wymieniłam tylko 8 sztuk ubrań, głównie dlatego, że koniec lutego to był chyba mój największy spadek energii i naprawdę nie chciało mi się analizować możliwości budowy nowych zestawów złożonych z możliwych opcji wymiany. O tym, że to nie był dobry pomysł świadczy to, że ostatecznie z tych ośmiu nowych ubrań żadnego nie założyłam więcej niż dwa razy. Wybrałam na przykład nowe rurki i więcej tunik, a jest to element garderoby, który mi trudno uwzględnić w udanych ciepłych zestawach, do których zmuszała nienajlepsza pogoda.

      Inna rzecz, że w kwietniu były takie dni, że miałam już serdecznie dosyć noszenia ciągle tego samego. Wytrzymałam do końca bez dodatkowych podmianek, ale myślę, że w kolejnej edycji uda mi się wymienić zdecydowanie więcej rzeczy. Mam tylko nadzieję, że majowa pogoda okaże się trochę łaskawsza. Przejrzałam właśnie wpisy z zeszłego roku i właśnie ta edycja okazała się najtrudniejsza, bo trzeba było pogodzić wiosenne oczekiwania z nie bardzo wiosenną rzeczywistością. Tak czy inaczej postaram się zrobić coś, żeby było trochę jaśniej i bardziej kolorowo.

      Przy okazji okazało się ,że co najmniej dwa ubrania z tej edycji i jedna sukienka "na specjalne okazje" będą musiały opuścić moją szafę, bo jednak nie czuję się w nich dobrze. To jest ta wartość dodana Kapsuły, że na takie rzeczy, które są "właściwie" dobre nie ma w niej miejsca. Za to kilka innych nienoszonych egzemplarzy zatrzymam, żeby zobaczyć, czy nie sprawdzą się lepiej po zmianie pogody i mojego nastroju na bardziej słoneczny.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 01 maja 2016 13:01
  • niedziela, 03 kwietnia 2016
    • Kolorowanki

      Jakiś czas temu uległam modzie na "antystresowe" kolorowanki dla dorosłych. Na urodziny zażyczyłam sobie przykładową książeczkę i kredki, a jesienią zostałam jeszcze dodatkowo obdarowana przez moją Siostrę profesjonalnymi flamastrami oraz bardzo ciekawą kombinacją rysunków przedstawiających różne miasta.

          

      Muszę przyznać, że pomimo początkowego entuzjazmu nie korzystam z tego bardzo często i mam na koncie tylko kilka pokolorowanych obrazków. Jednak, kiedy przy ostatnim Wyzwaniu Minimalistki po raz kolejy rozważałam temat "celebrowania tu i teraz", to przyszedł mi do głowy właśnie czas nad nimi spędzony. 

      Kolorowanie jest takim sposobem spędzania wolnego czasu, który nie absorbuje za bardzo umysłu. Ręce sobie kolorują, kredki przyjemnie szurają po papierze, obrazek nabiera barw, a głowa odpoczywa. Czasami robię to w zupełnej ciszy, pozwalając żeby wszystkie nadmiarowe informacje zdążyły się mi w niej poukładać. Efektem takich sesji są czasami niespodziewane rozwiązania trudnych problemów albo uświadomienie sobie czegoś, co było istotne, a umknęło w codziennym natłoku spraw i obowiązków. Częściej nie dzieje się nic szczególnego, ale zauważyłam, że samo niedokładanie kolejnych bodźców bywa bardzo pomocne w uzyskaniu spokoju. 

      Nawet jednak, kiedy nie mam ochoty na ciszę, to kolorowanie pozwala mi na równoległe słuchanie muzyki. Fantastycznie jest w ten sposób w skupieniu przesłuchać w całości jakąś nową płytę. Zdarza się też, że słucham wtedy audiobooków. Tu już oczywiście poziom odstresowania zależy od wybranego repertuaru, ale na przykład "Tomek w krainie kangurów" zawsze poprawia mi humor.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 03 kwietnia 2016 14:10
  • poniedziałek, 28 marca 2016
    • Makijaż

      Od czasu ostatniego Wyzwania Minimalistki sporo zastanawiałam się nad tematem robienia rzeczy nowych, wychodzenia poza swoją strefę komfortu. Nie bardzo wychodzi mi robienie tego na zawołanie, ale bardzo lubię sytuacje, w których mi się to udaje. Ostatnio taką sytuacją było zrobienie wyraźnego makijażu oczu do pracy.

      Jakiś czas temu trafiłam na kanał YouTube Red Lipstick Monster, czyli Ewy. Nagrywa ona filmy o makijażu i chociaż zazwyczaj takie filmiki głównie mnie irytowały, to te zrobiły na mnie naprawdę dobre wrażenie - chyba dzięki bezpośredniości i niesamowitej pozytywnej energii autorki. Zajrzałam tam chyba w poszukiwaniu jakiejś wskazówki odnośnie nakładania podkładu (bo do tego i tuszowania rzęs ograniczał się zazwyczaj mój makijaż) i wpadłam na dobre. Po jakimś czasie, postanowiłam też spróbować tego na sobie.

      Zaczęłam od prób związanych z konturowaniem twarzy, co mojej okrągłej buzi wyszło na dobre. Potem przyszła kolej na eksperymenty z malowaniem oczu. O ile robienie kreski jest jeszcze ciągle poza zakresem moich możliwości, to bardzo spodobało mi się robienie mniej lub bardziej wyraźnego "smoky eye". Po coraz bardziej udanych próbach z szarościami i brązami, sięgnęłam też po niebieski i pomarańczowy cień i jestem całkiem zadowolona z osiąganych rezultatów. Mam też ogromną satysfakcję z tego, że przełamałam się i spróbowałam czegoś nowego.

      Do rozważenia pozostaje jeszcze mało minimalistyczny aspekt zbudowania kosmetyczki, która pozwoli na te wszystkie zabawy. Owszem, pewne wydatki są konieczne - przede wszystkim warto zaopatrzyć się w potrzebne akcesoria - naprawdę dobry pędzel do makijażu oka to co najmniej połowa sukcesu. Cienie, czy pudry też trzeba kupić, ale warto mieć się bardzo na baczności, żeby nie kupować ich za dużo, zwłaszcza że większość z nich jest obłędnie wydajna i starczy mi na długie miesiące, a może i lata. Teraz tylko muszę się pilnować, żeby o tym pamiętać przy kolejnych wizytach w centrach handlowych pełnych kuszących drogerii. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 28 marca 2016 13:05
  • niedziela, 27 marca 2016
    • Styczeń i Luty 2016

      Wreszcie udało się złapać słoneczny weekendowy dzień, żeby zrobić zdjęcia do poprzedniej edycji Kapsuły. Tym razem jest to aż 16 zestawów i to mimo tego, że 3 rzeczy nie założyłam ani razu, więc nie uwzględniłam też w sesji. Wynika to z tego, że większość z tych ubrań ciężko nosi się warstwowo i prawie każda góra musiała dostać swoje własne zdjęcie.

      Zaczynam od dwóch bardziej eleganckich zestawów biurowych.

      Bardzo jestem zadowolona z tej kombinacji: ta biała koszula z kołnierzem i mankietami świetnie sprawdza się z czarnym rozpinanym swetrem z Benettona oraz nowymi czarnymi Levisami. Wszystko powędrowało do kolejnej edycji.

      Moja nowa czarna sukienka DanHen również sprawdza się bardzo dobrze. Tu w kombinacji z szarym żakietem z poprzednich edycji. Do tego moje ulubione cienkie kozaki na średnim obcasie - tegoroczna zima pozwalała na ich częste noszenie.

      Zima i ponury nastrój sprzyjały raczej ubieraniu się ciepło i mniej formalnie, więc większość kombinacji jest właśnie taka.

      Styl na "panią inżynier" w swojej kwintesencji - ciężkie kozaki na płaskim obcasie, szara spódnica Risk Made in Warsaw i czarny golf Benettona. Niestety jakość i tempo niszczenia się tego swetra (pomimo jego nie najgorszego składu) przyprawia mnie o rozpacz i będę musiała poszukać mu jakiegoś bardziej trwałego zamiennika.

      Zestaw z poprzednich edycji - szaro-czarny sweter Simple i czarna spódnica. 

      Zimowa klasyka - czarne spodnie z szaro-srebrną kamizelką od Mamy nałożoną na cienką bluzkę. 

      Mój ulubiony wełniany sweter Kosmal, tym razem do spodni i skórzanych botków na wysokim słupku.

      Też zestaw z poprzednich edycji i chociaż bardzo lubię nosić ten sweter z tą prostą spódnicą, to przez te ostatnie miesiące rzadziej po niego sięgałam.

      Kolejna kolorowa rzecz, która miała poprawiać mi humor w zimowe dni, ale raczej pozostawała w szafie.

      Tym razem na niebiesko, też z zasobów poprzednich edycji  niebieska bluzka Simple i czarna rozszerzana spódnica. Niestety mało takich dni, kiedy nie trzeba było tej bluzki schować pod czymś cieplejszym.

      Tu błękitny sweter z poprzednie edycji ze spódnicą, której w Kapsule dałam szansę po raz pierwszy. Sprawdziła się na tyle, że nie znalazła się na liście do oddania lub sprzedania, ale jednak w kolejnej edycji zabrakło na nią miejsca.

      Uzbierało mi się też kilka zupełnie nieformalnych zestawów.

      Na niebiesko - granatowe rurki CK, dżinsowa koszula The Limited oraz wełniana kamizela Messo, która staje się jednym z moich ulubionych i stałych elementów kolejnych zestawów Kapsuły.

      Tu moja nowa koszula w zestawie z czarną spódnicą, skórzaną kurtką i ciężkimi sznurowanymi butami. Temperatury w okolicach 5 stopni Celsjusza spokojnie pozwalały zastąpić kozaki takim obuwiem.

      Nietypowa czarno-biała bluzka Vippi noszona do wąskich czarnych dżinsów - tym razem z czarną bluzą na guziki.

      Mój ulubiony t-shirt Natashy Pavluchenko fajnie wygląda też z tyłu.

      Tu już 100% weekendu - niebieskie dżinsy i super wygodna czarno-biała bluzka Old Navy. 

      Maksimum wygody - granatowe miękkie rurki i bluza Lany Nguyen - stressed depressed but well dressed - bardzo na czasie.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 marca 2016 17:27
  • piątek, 11 marca 2016
    • Już marzec

      No pięknie. Okazało się, że udało mi się nie wyprodukować ani jednego wpisu przez cały luty. Walczę z dorocznym zimowym osłabieniem, obniżeniem nastroju i motywacji i takie są tego rezultaty. Ale zamiast narzekać, przejdę do podsumowania styczniowo-lutowej sesji Kapsuły.

      Podmianki nastąpiły dwie. Pierwsza dotyczyła czarnych rurek, którym dałam szansę i które niestety zupełnie się nie sprawdziły. Zamiast nich sprawiłam sobie wąskie dżinsy z nowej kolekcji Levisa. Kupowanie ich dżinsów w warszawskim butiku zawsze przyprawia mnie niemal o zawał serca, ale jak się nie przemyśli planów zakupowych na wyprawę do USA, to potem trzeba się pogodzić z polityką cenową ulubionych producentów ubrań. Inna sprawa (tak na marginesie), że te modele "butikowe" są trochę inne niż te sprzedawane w amerykańskich domach towarowych za 1/3 ceny, a czerń czarnych dżinsów Levisa nie ma sobie równej. Ich poprzedni model mam ponad rok, a jego odcień nie różni się niczym od tego zakupionego w styczniu. Więc w sumie nie żałuję.

      Druga podmianka nastąpiła w lutym po mojej wizycie w nowym białostockim centrum handlowym, gdzie znalazłam butik firmy DanHen, w którym zakupiłam dwie piękne biurowe sukienki Made in Poland. Jedna z nich natychmiast powędrowała do Kapsuły kosztem jednego nienoszonego t-shirta.

      Po dwóch tygodniach miałam na sobie 2/3 składu Kapsuły i to by się mniej więcej zgadzało z moimi dotychczasowymi doświadczeniami. Potem jednak z jakiegoś powodu skupiłam się tylko na połowie mojej szafy. Tylko 14 ubrań miałam na sobie więcej niż 3 razy. Trochę była to wina pogody, bo zdecydowanie większą popularnością cieszyły się ciepłe swetry niż cienkie bluzki, ale trochę chyba to była kwestia tej ponurej zimowej atmosfery i mojego braku energii i inwencji. Świadczy o tym fakt, że zielony i bordowy sweter znalazły się w tej ignorowanej przeze mnie części garderoby.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      piątek, 11 marca 2016 21:26