Wpisy

  • poniedziałek, 11 stycznia 2016
    • Listopad i grudzień - cz. II

      I już są zdjęcia. Muszę przyznać, że całkiem dobrze się przy tym z Jackiem bawimy przy tych sesjach i ta frajda jest też całkiem istotną zaletą Kapsuły. Nie mówiąc o korzyściach z takiej dokumentacji fotograficznej, która pozwala spojrzeć na zestawienia zupełnie innym okiem.

      Na zdjęciach nie ma czterech ubrań z listy - jedną bluzkę zostawiłam Mamie i nie mogłam z niej skorzystać podczas sesji, a dwóch ubrań ostatecznie w ogóle nie założyłam. Była to "pracowa" szara sukienka (której się to już wcześniej zdarzało) i dżinsowa koszula, którą zazwyczaj noszę często, a widać tym razem trochę miałam jej dosyć. Jedną czarną koszulkę już z rozpędu schowałam do kartonu i w trakcie sesji postanowiłam zastąpić ją inną, z "imprezowej" kolekcji.

      Z pozostałych rzeczy uzbierało się 13 zestawów. Zaczynam od najbardziej eleganckich.

      Zestaw z Wigilii - czarna prosta spódnica z The Limited, czarna bluzka z długim rękawem Orsay i piękna lśniąca kamizelka od Mamy.

      Elegancko do pracy, chociaż sprawdziłoby się też poza nią - czarne materiałowe spodnie z C&A i kolorowa góra z polskiej firmy Vippi.

      Kolejny strój dobry i do biura i na świąteczną wizytę - czarna rozszerzana spódnica i oryginalny sweter Simple, który aż prosi się o jakiś ładny wisiorek - tu czarno złoty od Ani Kruk.

      Spódnica i żakiet są stałymi elementami Kapsuły. Czarna bluzka (a właściwie cienki sweterek), który kupiłam wieki temu w USA wydawał mi się bardzo dobrym jej uzupełnieniem, ale jakoś nie cieszył się moim wielkim uznaniem. Na razie wędruje z powrotem na półkę.

      Ta sama spódnica, szary sweter i koszula kupiona przed laty w Galerii Centrum, która jednak już wyczerpała swój okres przydatności do użycia. W ogóle eksperyment z powrotem do noszenia koszul się specjalnie nie powiódł i więcej z nich będzie opuszczało moją szafę w najbliższym czasie.

      Tej spódnicy z Risk Made in Warsaw nie miałam okazji zbyt często nosić w tej edycji, ale zostaje na kolejną, bo ta gruba mięsista bawełna jest idealna na tę porę roku. Do tego mój ulubiony t-shirt w paski z C&A i cienki wełniany sweter z Bentettona, Made in Europe. Niestety trochę się filcuje, ale i tak jest mi niezbędny do szczęścia.

      Czarno-biały sweter z Big Star (made in Poland) i prosta spódnica z moimi ulubionymi kozakami. 

      Jeden z moich ulubionych zestawów tej edycji. Gruby błękitny sweter z C&A grzeje pomimo kiepskiego składu i był jednym z niewielu kolorowych elementów tej garderoby. Do tego niezastąpiona szara spódnica z The Limited.

      Tu trochę gorsza kombinacja z szarym t-shirtem Top Secret i niebieską wersją rozpinanego swetra z Benettonu. Każdy element oddzielnie sprawdzał się jednak doskonale.

      Czarny na wpół wełniany golf z Benettona (też się już trochę zniszczył, ale nadal jest cudowny) oraz wełniana kamizela Messo tym razem z granatowymi rurkami Calvin Klein.

      I przechodząc do strojów trochę mniej formalnych. Chociaż na szczęście moja praca pozwala na założenie każdego z nich.

      Niebieskie dżinsy Levisa, moja ulubiona bawełniana bluza, tym razem z niebieską bluzką z Simple (jedną z trzech niebieskich rzeczy w tym zestawie).

       

      Mój ulubiony zestaw weekendowy, chociaż Jacek się ze mnie śmieje, że to podróż w lata 90-te - upolowana w USA koszula w czarno-białą kratkę z czarnymi rurkami i do tego pasujące nauszniki... 

      I najbardziej na luzie/imprezowo - błyszcząca koszulka z zieloną drażetką M&M z firmowego sklepu w Las Vegas, czarne rozszerzane Levisy i skórzany żakiet.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 stycznia 2016 18:03
  • niedziela, 10 stycznia 2016
    • Listopad i grudzień - cz. I

      Zazwyczaj podsumowuję edycję w momencie prezentowania sesji ze zdjęciami, ale tym razem zadziało się parę rzeczy, które chciałam udokumentować w oddzielnym wpisie. Zdjęcia już są, więc druga część podsumowania powinna być jutro.

      Najpierw podmianki. Po pierwsze zauważyłam, że w tej edycji znalazło się więcej niż zwykle nietrafionych wyborów, więc było z czego podmieniać nawet w drugiej połowie grudnia. A i tak skończyłam edycję z dwiema rzeczami, których nie założyłam ani razu. Po drugie z urlopu u Rodziców wróciłam z nowymi nabytkami, dla których musiało się w Kapsule znaleźć miejsce. Była to kamizelka ręcznej roboty mojej Mamy oraz idealna bawełniana koszula w biało-czarną kratę, która była na liście moich wymarzonych zakupów przez większość tego roku. Z tego też względu przymknęłam oko na jej azjatyckie (acz nie chińskie) pochodzenie. Ostatnia podmianka wynikła ze zwykłej pomyłki, gdyż któregoś dnia założyłam sweter, którego nie wpisałam na listę, więc musiałam go potem tam go jakoś wcisnąć.

      Największym wyzwaniem tej Kapsuły był urlop. Pogoda w miejscu docelowym nie okazała się być tak bardzo odmienna od polskiej, więc tu problemów nie było, ale nadal było to ciekawe ćwiczenie zarówno w pakowaniu (które w tej sytuacji ograniczonego wyboru okazało się bajecznie proste), jak i używaniu przez dwa tygodnie tylko połowy ubrań. Nie tylko okazało się to wystarczające, ale też nie spowodowało u mnie żadnego dyskomfortu wynikającego z jakichś znaczących braków. Bardzo się z tego cieszę.

      Dodatkowe ograniczenia wynikały z mojego zapominalstwa - jedną rzecz zostawiłam u znajomych, a drugą u Mamy w szafie - i musiałam się bez nich przez kilka tygodni obejść.

      Zgodnie z przewidywaniami w okołoświątecznym okresie korzystałam też z mojej "wyjściowej" szafy i cieszę się, że ją mam, chociaż nadal wydaje mi się, że zajmuje ona nieproporcjonalnie dużo miejsca, jak na częstotliwość, z którą korzystam z tych ubrań. Może po karnawale przyjdzie czas na kolejny remanent w tej dziedzinie. Poniżej jedno ze zdjęć z sesji, właśnie z taką "imprezową" bluzką:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 10 stycznia 2016 16:34
  • sobota, 09 stycznia 2016
    • Początek Wyzwania

      Z przykrością muszę się przyznać do tego, że jak na razie mój postęp w realizacji Wyzwania Minimalistki nie jest niestety zbyt wielki. Być może zmniejszenie presji wynikające z tego, że mam do realizacji "tylko" 14 zadań w "aż" 21 dni nie było jednak zbyt dobrym pomysłem. 

      Za to innym ciekawym zjawiskiem jest to, że (podobnie jak w poprzedniej edycji) pomimo tego, że realizacja punktów Wyzwania idzie mi tak sobie, to w tym czasie udaje mi się robić wiele innych rzeczy, którymi do tej pory ciężko mi było się zająć. Na przykład, ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, nagle po wielu tygodniach udało mi się opróżnić moją skrzynkę emailową i odzyskać kontrolę nad jej zawartością i nad zadaniami wynikającymi z zalegającymi tam mailami. W tym czasie udało mi się też poważnie zredukować domową listę rzeczy do zrobienia i wymienić garderobę w ramach Kapsuły.

      Ciągle się za to zastanawiam, jak to świadczy o zadaniach, które sobie wybrałam - czy że są dla mnie jednak mało ważne i w związku z tym nie powinny były się znaleźć na liście, czy właśnie są tak trudne i niewygodne, że to dla nich najlepsze miejsce, a ja powinnam się po prostu bardziej do tego Wyzwania przyłożyć.

      Właściwie jedynym zadaniem, które mogę sobie zaliczyć, jest 30-minutowe skupienie. Ponieważ jednak osiągnięcie tego jednorazowo właściwie nie jest wielką sztuką i wymaga tylko odrobiny samokontroli, to postanowiłam to ćwiczenie przedłużyć i poniekąd zamienić w ćwiczenie nawyku. Polega to na tym, że za każdym razem zwracam uwagę na momenty pokusy sięgnięcia po telefon albo przełączenia się na zakładkę z Facebookiem, czy pocztą w trakcie innej czynności. Z satysfakcją muszę zauważyć, że zdarza mi się to rzadziej niż kiedyś, chociaż oczywiście jest tu jeszcze pole do poprawy. Nagrodą za taką odrobinę wstrzemięźliwości jest nie tylko satysfakcja ze sprawnie ukończonego zadania, ale też możliwość zajęcia się tym drugim kuszącym zadaniem na spokojnie, a nie w kradzionych chwilach, z wyrzutami sumienia, że właściwie to powinnam zajmować się czymś innym.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      sobota, 09 stycznia 2016 21:09
  • środa, 06 stycznia 2016
    • Podsumowanie roku

      Z końcem grudnia zamknęłam pierwszy rok Capsule Wardrobe. Postanowiłam zrobić z tej okazji małe podsumowanie, żeby zorientować się, jak to wypadło w liczbach.

      Przez ten czas skompletowałam 6 zestawów i wykorzystałam do tego 98 ubrań. Z jednej strony to się mniej więcej zgadza z moim pomysłem na docelową całoroczną garderobę. Z drugiej - ciągle posiadam ich o wiele więcej. Na tę chwilę nie jestem gotowa na radykalne pozbywanie się rzeczy, które wg wszystkich obiektywnych zasad są dobre, pasują do mnie i mojego stylu. Plan na ten rok, to bardzo rozsądne zakupy i sukcesywne pozbywanie się rzeczy, które w naturalny sposób się będą zużywały.

      Najciekawszą informacją dla mnie były skumulowane wyniki pokazujące, jak często noszę daną rzecz. Okazuje się, że tylko 12 ubrań miałam na sobie więcej niż 20 razy, a najbardziej popularne ubranie - 40 razy (były to niebieskie dżinsy). To statystycznie rzecz biorąc raz na dwa tygodnie/tydzień. Tłumaczy to, dlaczego mimo narzucenia sobie tych ograniczeń nie mam poczucia, że chodzę ciągle w tym samym. Tym samym jest to potwierdzenie, że jest to dla mnie wystarczająca liczba ubrań.

      Na poniższych zdjęciach znalazło się 6 najpopularniejszych rzeczy:

        


      Zupełnie inaczej jest po przeciwległej skali tego wykresu - ponad 60 ubrań (czyli 2/3) miałam na sobie mniej niż 10 razy. Tutaj na pewno znajduje się jakieś pole manewru do zmniejszenia garderoby, gdybym poczuła taką potrzebę. Z drugiej strony, to właśnie wśród tych ubrań są najciekawsze, egzemplarze, które pozwalają mi na pewne urozmaicenie mojej codziennej bazy. A tak to wygląda na obrazku:

      Udało mi się też zrobić bardzo ładny wykres pokazujący, jakie typy ubrań znajdują się w mojej garderobie:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      środa, 06 stycznia 2016 18:45
  • wtorek, 05 stycznia 2016
    • Styczeń

      Początek roku oznaczał konieczność przygotowania garderoby na kolejne dwa miesiące. Mój zimowy marazm ubraniowy trwa w najlepsze, bo miałam naprawdę silną pokusę, żeby zostawić poprzedni zestaw bez żadnych zmian, ale w końcu jednak zmobilizowałam się do małej reorganizacji.

      W końcowym efekcie liczba ubrań w zestawie to po raz kolejny moje ulubione 33. 11 rzeczy jest nowych, ale tym razem rzeczywiście sięgnęłam do czeluści pudeł, tak by wypróbować ubrania, których nie nosiłam ponad rok. Przy okazji kilka znalezisk od ręki powędrowało do oddania/sprzedania. Po doświadczeniach z ostatnich dwóch miesięcy, zostawiłam w tym zestawie jedną białą koszulę, ale już jestem pewna, że mogę z czystym sumieniem zacząć pozbywać się ich nadmiaru.

      Wymieniłam też dwie rzeczy na inne tego samego typu - czarne rurki na egzemplarz, który dostałam jakiś czas temu i który czekał w szafie na "dobrą okazję" oraz czarną rozszerzaną spódnicę, która ma trochę inny fason niż ta, którą nosiłam ostatnie miesiące. Jeżeli dany rodzaj ubrania jest mi potrzebny i noszę go często, to nie widzę sensu w pozbywaniu się jego innych egzemplarzy. Pewnie, że one zajmują miejsce, ale wiem, że wcześniej czy później jeszcze je wykorzystam. Natomiast w takich kategoriach najbardziej trzeba uważać z zakupami, bo czasem ręka w sklepie sama się wysuwa po kolejny czarny t-shirt, skoro to taka potrzebna i często używana część garderoby.

      Jak na mnie, to zadbałam też o kolory w tym zestawie - zostawiłam kilka niebieskich ubrań z poprzedniej edycji, a do tego dołożyłam zielony i bordowy sweter. Może to, razem z wydłużającymi się dniami, trochę przełamie zimowy ponury nastrój.

      W ostatnie zimne dni doceniłam też wartość naturalnych materiałów. Wełniany sweter, cienka skórzana kurtka oraz wełniany płaszcz pozwolił mi przetrwać nagły atak arktycznych mrozów i już zawsze będę pamiętać, żeby mieć je w szafie. Wymiana moich akrylowych swetrów na kaszmirowe pewnie potrwa bardzo długo, ale bardzo chciałabym, żeby kiedyś stała się faktem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      wtorek, 05 stycznia 2016 11:47