Wpisy

  • poniedziałek, 04 stycznia 2016
    • Wyzwanie Minimalistki #3

      Ostatnie kilka tygodni było dla mnie dość chaotyczne. Poźno jesienny urlop, a potem nadrabianie pracowych zaległości i świąteczna krzątanina wytrąciły mnie z rytmu. Na szczęście początek roku przyniósł dodatkowe, dużo spokojniejsze dni wolne i pomału zaczęłam czuć, że odzyskuję kontrolę nad swoim życiem. Do tego przeczytałam (a właściwie "pochłonęłam") nową książkę Ajki, czyli Anny Mularczyk-Meyer, "Minimalizm dla zaawansowanych". Ta książka już prawie w ogóle nie jest o przedmiotach, a głównie o porządkach w swojej głowie i ponieważ autorka zmagała się z wieloma problemami, które dostrzegam u siebie, to dała mi ogromnego motywacyjnego kopa.

      W ten nastrój doskonale wpasowała się Kasia z bloga Simplicite ogłaszając kolejną edycję Wyzwania Minimalistki. Tym razem dała ona swoim czytelnikom dwie opcje - jedna podobna do poprzednich, gdzie wybiera się 21 zadań do realizacji w ciągu 21 dni, a druga, gdzie wybiera się 4 nowe nawyki, które będzie się codziennie przez ten okres praktykować, w nadziei, że już potem z nami one pozostaną.

      Żeby zwiększyć szanse powodzenia, postanowiłam połączyć jedno z drugim. Przede wszystkim zidentyfikowałam dwa nawyki, które zarzuciłam dość dawno temu i do których bezskutecznie starałam się w zeszłym roku powrócić - zapisywanie wydatków oraz gry umysłowe na Lumocity. 

      Dodatkowo wybrałam 14 zadań, które chciałabym w tym czasie zrealizować. Są to w większości pozostałości z poprzednich Wyzwań, które z jakiejś przyczyny wtedy sprawiły mi trudność. Mam nadzieję, że teraz, przy mniejszej presji czasowej, będzie to łatwiejsze.

      Zgodnie z zasadami Wyzwania - lista poniżej:

      1. Nie kupuj NIC przez 3 dni

      2. Zaplanuj wymarzoną podróż

      3. Skup swoją uwagę przez 30 minut na jednej czynnośc

      4. Zrób porządek w piżamach  

      5. Dokonaj ostrej selekcji wśród t-shirtów

      6. Przejrzyj szufladę/szafkę/koszyk „na wszystko”

      7. Nie zaglądaj na forum gazeta.pl przez cały czas Wyzwania

      8. Oddaj zepsutą biżuterię do naprawy lub wyrzuć, jeśli nie nadaje się już do używania/przerobienia

      9. Zrób coś nowego!

      10. Uporządkuj „papiery” (listy z banku, rachunki, faktury itp.)

      11. Posegreguj (i zminimalizuj na ile się da) zawartość rodzinnych albumów ze zdjęciami (tych wirtualnych również)

      12. Znajdź 20 minut na świadomą celebrację bycia tu i teraz

      13. Zaplanuj cele na 2016 rok

      14. Bądź uważnym przyjacielem. Poświęć czas najbliższym bez telefonu i innych rozpraszaczy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 04 stycznia 2016 11:52
  • niedziela, 15 listopada 2015
    • Koniec roku

      Po udokumentowaniu ostatniej Kapsuły przyszedł czas na opisanie mojego wyboru do kolejnej, ostatniej w tym roku edycji. Wiedziałam od razu, że będzie się ona przede wszystkim różnić ilością swetrów. Coraz mocniej odczuwam zmianę pory roku pomimo tego, że jak na jesień i tak temperatury są dość łagodne. Bardzo lubię moje swetry i trochę się za nimi stęskniłam, ale jednak trochę się martwię, jak mi się ten wybór sprawdzi biorąc pod uwagę konieczność ubierania się do biura na cebulkę w celu dostosowania się do czasem nieprzewidywalnych temperatur.

      Postanowiłam tez dać kolejną (być może ostatnią na długi czas) szansę noszeniu koszul. Kiedyś był to bardzo codzienny element mojej garderoby, więc mam ich całkiem sporo. Potem stałam się bardziej wybredna i zauważyłam, że do większości z nich mam jakieś zastrzeżenia i w efekcie praktycznie z nich zrezygnowałam. Już miałam cały stosik wrzucić do worka z rzeczami do oddania, jak rozsądek podpowiedział mi, że to jednak bardzo praktyczna cześć biurowego stroju. Spróbuję więc odświeżyć swoje podejście biorąc pod uwagę wszystko, czego o łączeniu elementów mojej garderoby nauczyłam się przez ostatni rok i przekonamy się, czy mogą one zostać w mojej szafie. 

      Postanowiłam zachować liczbę 33 sztuk ubrań uwzględniając wśród nich jednak cienką skórzaną kurtkę i bawełnianą bluzę, które w poprzedniej edycji z rozpędu traktowałam jako "nieliczone" okrycia wierzchnie, chociaż nosiłam je wyłącznie pod inne kurtki i płaszcze. Tym razem wymieniłam tylko 12 sztuk, co stanowi zdecydowanie mniej niż połowę składu. Znowu trochę zadziałał chyba brak entuzjazmu odnośnie najbliższych dość ponurych tygodni. Trochę też chcę sprawdzić, kiedy pewne bazowe rzeczy rzeczywiście mi się znudzą. Tak jak wspominałam w ostatnim poście, nabieram wręcz przekonania, że przynajmniej w tej zimniejszej części roku, tych ubrań mogłoby być nawet mniej. Jest to moim zdaniem ucieczka w sprawdzone zestawy wynikająca z pewnego jesiennego obniżenia nastroju i braku chęci do wyglądania ciekawie.

      W tej edycji będę też musiała zmierzyć się z dwutygodniowym wyjazdem w trochę inne warunki klimatyczne i z okresem świątecznym. Pierwszego jestem bardzo ciekawa, gdyż będzie to pierwszy dłuższy wyjazd od kiedy stosuję Kapsułę. Mam nadzieję, że mój wybór jest wystarczająco urozmaicony, żeby się w tych warunkach też sprawdzić (a o ile prostsze będzie pakowanie). Do drugiego pewnie uruchomię zapasy ubrań na specjalne okazje, które ciągle przecież poza Kapsułą posiadam.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 15 listopada 2015 20:18
  • środa, 11 listopada 2015
    • Wrzesień i październik

      Z pewnym opóźnieniem udało się zrobić sesję fotograficzną do ostatniej edycji Kapsuły. Cieszę się, bo przez to nie mogłam tak naprawdę zrobić remanentu w szafie i musiałam się specjalnie pilnować, żeby nosić tylko ubrania przygotowane na kolejne dwa miesiące. Ale co się odwlecze, to nie uciecze.

      Wrzesień i październik były wyjątkowo ciepłe w tym roku. Pierwsze dni niewiele różniły się od lata, więc wybrałam też trochę lżejszych ubrań, żeby być na to przygotowaną. Jeżeli chodzi o cieplejsze ubrania, to wybrałam głównie rzeczy, które nosiłam wiosną i które pojawiały się już w moich zestawach.

      Sukienka z letniej edycji, tym razem z lekkim żakietem.

      Kolejna letnia sukienka, tym razem ze skórzaną kurtką. Chociaż ja takie lekkie rzeczy lubię też czasem nosić w bardziej jesiennych stylizacjach ze swetrem i kozakami.

      Też pozostałości po letniej edycji doskonałe na cieplejsze dni - t-shirt w paski i lekkie szare spodnie.

      Tutaj lżejszy zestaw z lata już z nowymi jesiennymi botkami.

      Jedno z zestawień powtarzających się po raz kolejny - dżinsowa koszula i prosta spódnica.

      Żakiet w biurze to konieczność nawet w ciepłe dni. Klasyczna kombinacja z czarnymi dżinsami, bluzką i żakietem w drobne serduszka.

      Najbardziej o tej porze roku lubię chyba możliwość noszenia kozaków - te są cienkie i idealne właśnie na taką suchą i słoneczną jesień. Prosta spódnica, a do tego bawełniana bluzka Old Navy sprzed lat, o której sobie ostatnio przypomniałam i którą bardzo dobrze mi się w tym sezonie nosiło.

      Mój zielony sweter też świetnie zdał egzamin jako uzupełnienie biurowego stroju z prostą spódnicą i kozakami.

      Kolejny cienki sweter, idealny na taką pogodę - tu w połączeniu z rozszerzaną spódnicą i półbutami na obcasie.

      Udało mi się wreszcie kupić nowy niebieski rozpinany sweter (Benetton, made in Europe). Ponieważ jest on wełniany, to świetnie grzeje pomimo tego, że jest bardzo cienki. Tu w niebieskiej stylizacji z granatowymi rurkami i bluzką Simple.

      Czarna koszula z kolorową kamizelką, tym razem z materiałowymi spodniami z C&A.

      Najcieplejszy zestaw tej edycji, obie rzeczy zresztą podmieniłam w listopadzie, jak zrobiło się w końcu trochę chłodniej - czarny golf z Benettona i nowa spódnica z grubej bawełny Risk Made in Warsaw.

      I już bardziej na luzie - niebieska bluzka Ennbow z dżinsami i moją ulubioną bluzą.

      Też piątkowo - czarne rurki, bluzka z długim rękawem i kamizela Messo. Do tego wiązane buty Wojas.

      I mój jedyny strój wieczorowy - t-shirt Bola ze srebrnymi wstawkami i spódnica She's a Riot w błyszczące cętki. Do tego nowe botki na platformie i grubym obcasie, które okazały się świetnym zakupem, bo nosiłam je prawie non-stop.

      Ogólnie jestem bardzo zadowolona z tych dwóch miesięcy. Nie czułam, żeby było nudno, nawet miałam wrażenie, że mogłoby tych ubrań być trochę mniej. Stałe zestawy mi się stabilizują, a jednak czasem udaje mi się coś zaskakującego z tej garderoby wykrzesać. Oby tak dalej.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      środa, 11 listopada 2015 18:30
  • środa, 28 października 2015
    • Czytanie

      Dzięki mojemu rejestrowi przeczytanych książek na portalu Lubimy Czytać, od prawie 5 lat wiem, jaką mam średnią liczbę książek przeczytanych w roku - oscyluje ona wokoło 25 sztuk. Nie zastanawiałam się zbyt długo, czy to dużo, czy mało, zakładam, że w poznawaniu literatury nie o podbijanie statystyk chodzi, a i książka książce nierówna. Uznałam po prostu, że to ciekawa informacja, zwłaszcza, że te liczby były z roku na rok dość podobne.

      Jednak w tym roku, a mamy dopiero koniec października, na moim "liczniku" pojawiła się liczba 41. W pierwszym odruchu, jako miłośniczka literatury i dziecko wychowane w kulcie czytelnictwa (Babcia bibliotekarka), bardzo się ucieszyłam. Wyszła na jaw moja najwyraźniej tłumiona ambicja spełnienia dość słynnego już wyzwania 52 książki w 52 tygodnie i już chciałam przyspieszyć z zaliczaniem kolejnych tytułów, kiedy zakiełkowała we mnie ciekawa myśl - a co się takiego stało, że w tym roku zapracowałam na taki wynik. 

      Pierwszy trop był prosty. Po latach przerwy wróciłam do usypiania przy audiobookach. Jest to straszliwie wolna forma zapoznawania się z literaturą (często dłużej szukam fragmentu, na którym skończyłam słuchanie niż słucham następnego), ale tym sposobem do mojej listy dodałam nadprogramowe 7 tytułów. 

      Kolejne przemyślenie jest takie, że żeby znaleźć ten dodatkowy czas na czytanie, nie zrobiłam innych rzeczy. W sumie proste i oczywiste. I o ile był to częściowo czas zaoszczędzony na oglądaniu seriali i grze w Cywilizację, to jeszcze pół biedy. Chociaż cenię sobie różne formy rozrywki, to akurat tego wyboru absolutnie nie żałuję. Niestety dotarło do mnie, że ucierpiały też inne, bardziej pożyteczne formy mojej aktywności, takie jak nauka słówek z hebrajskiego, analiza brydżowego systemu licytacji, czy dokończenie urządzania mieszkania. Wciąż wydłużająca się lista rzeczy do zrobienia nie wzięła się znikąd. 

      Dlatego zrezygnowałam ze świadomego podbijania tego wyniku i wręcz (jakkolwiek obrazoburczo by to dla mnie samej nie brzmiało) zamierzam minimalizować moje czytelnictwo, w rozumieniu znalezienia najlepszej dla mnie równowagi między nim a resztą mojego życia.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      środa, 28 października 2015 19:12
  • sobota, 24 października 2015
    • Olśnienie

      Zbliża się wielkimi krokami koniec października i na jutro zaplanowane jest robienie zdjęć do kolejnego podsumowania Kapsuły. Zanim jednak uda się to zrobić i opisać, to chciałam zanotować jedno ciekawe doświadczenie z ostatnich kilku tygodni. 

      Miałam ostatnio dość nerwowy okres w pracy, gdyż na regularne zadania nałożyły się problemy z dokończeniem jednej dość trudnej dla mnie rzeczy. Termin zaczął gonić, czasu na jego realizację pozostało niewiele, stres stał się nie do zniesienia. 

      Szczęście w nieszczęściu było takie, że krytyczny problem pojawił się w piątkowy wieczór. SMS, że wykonanie mojego skryptu zakończyło się błędem i że byłoby fantastycznie, gdyby udało mi się rozwiązać ten problem w weekend, bo wstrzymuje on dość istotne prace, które miały być zakończone do poniedziałku, dostałam będąc w kinie na projekcji Warszawskiego Festiwalu Filmowego. Po przyjściu do domu usiadłam do komputera i kiedy dobrą godzinę wpatrywałam się w logi błędu, to z rosnącą paniką zdałam sobie sprawę, że nie mam pojęcia, na czym polega problem. Ponieważ było bardzo późno i byłam bardzo zmęczona postanowiłam się poddać i pójść spać. Kładłam się z wyrzutami sumienia i mocno zastanawiałam się, czy w związku z zaistniałą sytuacją iść na poranny seans, na który miałam bilety.

      Postanowiłam jednak trochę odpuścić i zająć się problemem po powrocie. Pozornie przestałam na pół godziny się tym martwić i o tym myśleć. Jakie było moje zaskoczenie, gdy gdzieś między wyjściem z metra a Pałacem Kultury zrozumiałam, gdzie popełniłam błąd i jak go powinnam poprawić. Przed południem było po wszystkim.

      Oczywiście taki mechanizm olśnienia w najmniej niespodziewanym momencie jest znany wszystkim, ale osobiste doświadczenie go w dość trudnym momencie bardzo mi pomogło zmniejszyć poziom stresu i strachu przed porażką. Fajnie dać sobie trochę przestrzeni i zaufania i nie poddawać się zbyt szybko.

      PS. A to zdjęcie ze strony dystrybutora filmu Barash - najfajniejszego filmu, który widziałam na WFF w tym roku:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      sobota, 24 października 2015 14:40