Jedzenie

  • wtorek, 06 stycznia 2015
    • Coś nowego

      Kolejny punkt z listy Wyzwania Minimalistki, który właściwie zrealizował się sam, to zrobienie czegoś nowego. Właściwie, jeżeli się nad tym zastanowić, to ja dość często robię nowe rzeczy, chociaż to pewnie oczywiście zależy trochę od definicji słowa "nowe". Czy przejechanie się Pendolino to coś nowego, jeżeli wcześniej tę samą trasę pokonywało się kilka razy zwykłym pociągiem? Czy przyrządzenie pieczonych nóg z gęsi wystarczająco różni się od przygotowania nóżek z kurczaka, żeby się liczyło? Albo pierwsza samodzielnie przyrządzona masa makowa do kruchych świątecznych babeczek? Tak czy inaczej - to wszystko działo się w grudniu, więc i tak się nie liczy, chociaż daje mi przyjemne poczucie, że tak zupełnie nie stoję w miejscu...

      Jako realizację Wyzwania Numer Trzy postanowiłam potraktować moje pierwsze upieczenie chleba. W sumie, jak się dobrze zastanowić, to nie ma w tym nic niezwykłego. Chleb jest drożdżowy i większość pracy przy nim wykonał mój nieoceniony robot kuchenny. Nie chwaląc się, robiłam w życiu bardziej skomplikowane w realizacji ciasta. Niemniej jednak w chlebie wyjętym z własnego piekarnika jest jakaś magia, pierwotna radość z zapewnienia sobie i bliskim czegoś ważnego.

      Na zdjęciu już chleb drugi, ale na pewno nie ostatni:

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      wtorek, 06 stycznia 2015 22:22
  • sobota, 13 kwietnia 2013
    • Gotowanie

      Jednym z moich ostatnich pomysłów na ulepszanie swojego życia było częstsze gotowanie. Ogólnie w kuchni sobie jakoś radzę, wody na herbatę nie przypalam i parę zjadliwych potraw w życiu mi się udało zrobić, ale przez ostatnie parę lat czułam, że się zdecydowanie cofam w rozwoju w tej dziedzinie. Czy to było lenistwo, czy brak prawdziwego zapału, czy jakieś niekorzystny układ planet, ale jak pewnego dnia nie udało mi się ciasto czekoladowe z torebki, uznałam, że czas uznać swoją porażkę i obraziłam się na kuchnię na wiele miesięcy.

      Ostatnio jednak zaczęło mi tego brakować i postanowiłam krok po kroku cierpliwie się gotowania znowu nauczyć. Staram się znaleźć dobry przepis, nie kombinować, dokładnie przygotowywać i odmierzać składniki (zanim nabędę jakiejś intuicji, jeżeli w ogóle to kiedyś się stanie), dodawać sól i pieprz oraz uczyć się na błędach. Jest to lekcja pokory, ale za to jak już coś naprawdę wyjdzie, to jest jeż spora satysfakcja. 

      Z minimalistycznego punktu widzenia zaobserwowałam dwie rzeczy. Po pierwsze przy częstszym gotowaniu zarządzanie zapasami spożywczymi jest bardziej skomplikowane niż przy żywieniu się kanapkami z szynką i żółtym serem. Na przykład właśnie wlałam do gulaszu pół opakowania przecieru pomidorowego i zastanawiam się, jak nie zmarnować drugiej połowy. Staram się też nie dopuścić do tego, żeby zamrażarka zapchała się rzeczami przygotowanymi na zapas, podczas gdy my codziennie kupujemy sobie coś innego do jedzenia. A już byłam taka zadowolona, że ten temat mam z grubsza pod kontrolą.

      Po drugie coraz wyraźniej widzę konieczność zrobienia remanentu w sprzętach kuchennych i raczej tu nie obędzie się bez zakupów. Jak się robi jajecznicę raz na trzy miesiące, to można ją zrobić w czymkolwiek. Jak się korzysta z patelni trochę częściej, to nagle się okazuje, że naprawdę trudno jest znaleźć taką, która ułatwia, a nie utrudnia smażenie.

      Ale na razie pozwalam, żeby plusy przesłoniły mi minusy. I czasem też robię ciasta...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      sobota, 13 kwietnia 2013 18:32
  • wtorek, 26 marca 2013
    • Zielono

      Nie, niestety nie za oknem. Jak wszyscy wiedzą, wiosnę w tym roku odwołano, więc z przejmującą tęsknotą za kolorem zielonym trzeba sobie radzić inaczej.

      Zainspirowała mnie pani Marta (nie Magda) Gessler, która w ostatnim numerze Wysokich Obcasów zaproponowała 4 przepisy na zielone dipy/masy z różnych kombinacji warzyw i ziół w tym kolorze. Kartkę sobie wyrwałam i schowałam na najbliższą przyszłość, a potem przypomniałam sobie, że od kilku tygodni trzymam w zamrażalniku dwie porcje zrobionego przez siebie rosołu i torebkę mrożonego groszku. W lodówce znalazła się szynka i po pół godziny zajadałam się jaskrawozieloną i zaskakująco słodką papką. W najgorszą pogodę trudno się w takiej sytuacji nie uśmiechnąć. Niestety o zrobieniu zdjęcia pomyślałam po odstawieniu pustej miseczki do zlewu.

      Dzisiaj kontynuowałam trend za pomocą wszystkich odcieni zieleni surowego awokado. Genialny w swej prostocie sposób konsumowania tego fantastycznego owocu z solą i pieprzem 'sprzedała' mi moja Siostra, za co będę jej dozgonnie wdzięczna. Szkoda tylko, że jakość awokado w sklepie spożywczym na Mokotowie trochę ustępuje tym z meksykańskiego supermarketu w Chicago, ale nie można mieć wszystkiego i poza tym to miał być optymistyczny wpis. 

      W następnej kolejności rozważam przygotowanie makaronu ze szpinakiem i fetą. A potem sięgnę po przepisy pani Marty. A może i po samą fasolkę szparagową. Albo puree z bobu z boczkiem. A potem guacamole...

      Może w ten sposób uda się doczekać lata.

      PS. Odwyk zakupowy trwa pomimo kolejnej wizyty w Arkadii...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 marca 2013 23:04