Ubrania

  • niedziela, 11 czerwca 2017
    • Po wiośnie

      Po trzech miesiącach eksperymentu z przedłużoną i powiększoną Kapsułą (50 ubrań na 4 miesiące) uznałam, że niestety nie był to dobry pomysł. Jak to w Polsce, po zimnej wiośnie lato przyszło znienacka pod koniec maja i wizja wytrzymania z wiosenną garderobą jeszcze przez kilka tygodni stała się nie do zniesienia. Ponieważ sama reorganizacja Kapsuły też wymagała znalezienia spokojniejszej chwili, to dopiero od 10 czerwca rozpoczęłam jej nową letnią edycję. Chciałabym, żeby trwała ona do końca sierpnia, ale jeżeli wrzesień będzie taki jak ostatnio, to może uda się ją przeciągnąć jeszcze o kilka tygodni.

      Z 50 ubrań przeznaczonych na wiosnę nosiłam 47, a dodatkowo na samym początku musiałam pozbyć się jednego t-shirtu, gdyż niestety poodpadały od niego ozdoby i nie nadawał się do dalszego noszenia. Z drugiej strony założyłam aż 10 nieplanowanych rzeczy, z czego połowę w tych ostatnich upalnych tygodniach. W części były to rzeczy z pogranicza ubrań "na specjalne okazje", czy to wyjściowych, czy właśnie wręcz przeciwnie domowo/wyjazdowych, ale dla porządku postanowiłam to zanotować, gdyż docelowo chciałabym zrezygnować z takiego podziału i przygotować jedną garderobę, która będzie po prostu spełniać wszystkie moje potrzeby. Trzy rzeczy dokupiłam pod koniec maja i koniecznie chciałam zacząć od razu nosić. Przez te 100 dni tylko 4 rzeczy nosiłam więcej niż 10 razy, w tym skórzany żakiet, który tak naprawdę w ostatnich tygodniach służył bardziej jako odzież wierzchnia niż element stroju. 28 rzeczy miałam na sobie mniej niż 5 razy, z czego wynika, że liczba ubrań nie była zbyt mała i spokojnie można na niej budować kolejne Kapsuły.

      Jestem zadowolona z tego, że nosiłam dość często ubrania, którym dałam w tym sezonie ostatnią szansę. Polubiłam się z moimi rurkami i tunikami, więc na razie zostaną one w mojej szafie. Pozbędę się tylko jednej bluzki, która bez żadnego oczywistego powodu od bardzo dawna nie cieszy się moim uznaniem. Wiem dobrze, że żeby osiągnąć zaplanowaną liczbę 100 ubrań będę musiała trochę zmniejszyć swój stan posiadania, ale postanowiłam, że nie będę w tym celu wyrzucać rzeczy, których jednak używam i lubię. Zakupy uznaję też za bardzo udane, więc ich nie żałuję, gdyż takie ładne rzeczy, jak bluzka z Simple poniżej mimo, że trochę utrudniają to zadanie, to raczej przybliżają mnie niż oddalają od zbudowania wymarzonej garderoby.
      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 11 czerwca 2017 17:12
  • sobota, 18 marca 2017
    • Szuflady

      Metoda przechowywania ubrań wymyślona, a dokładniej rzecz biorąc spopularyzowana przez Marie Kondo jest mieszanką praktycznych i odrobinę metafizycznych porad. Chociaż ten pierwszy aspekt jest moim zdaniem zdecydowanie ważniejszy, to muszę przyznać, że tego drugiego tak zupełnie nie ignoruję.

      Sama zasada pionowego przechowywania ubrań w szufladach jest tak genialna w swojej prostocie, że aż dziw, że tak późno zdobywa popularność. Używanie tak poukładanych ubrań jest nieporównywalnie prostsze niż tych poukładanych w stosiki. Wszystko widać na pierwszy rzut oka, nic się nie rozwala po wyjęciu jednej rzeczy.

      Do tego sama metoda składania wymusza kontakt z każdym ubraniem, który jezeli nawet nie daje uczucia wdzięczności do przedmiotów oraz okazji do sprawdzenia, czy dana rzecz budzi w nas mityczną już "radość", to na pewno pozwala lepiej ocenić stan danej rzeczy i o nią zadbać. Dzięki temu już raczej nigdy nie włożę do szafy czegoś co ma jakąś dziurę albo plamę. Łatwiej też w takim momencie podjąć decyzję o tym, że z czymś ostatecznie należy się pożegnać.

      Oczywiście nie wszystkie ubrania nadają się do tego, żeby je zwinąć, ale większość znosi to bardzo dobrze i po wyjęciu nie wymaga prasowania. Reszta wędruje na wieszaki. Ta metoda wymaga zamienienia przestrzeni pionowej w szafie na poziomą, poprzez zamontowanie szuflad bądź kupno płytkich pudeł, które można przechowywać na półkach i w mojej szafie ten proces jeszcze się nie zakończył, ale i tak jestem zachwycona rezultatami, które udało mi się uzyskać.

      Tak na przykład wygląda moja szuflada ze swetrami:

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      sobota, 18 marca 2017 21:34
  • niedziela, 12 marca 2017
    • Długa wiosna

      Coraz bardziej skłaniam się do przygotowania ostatecznej całorocznej Kapsuły składającej się ze stu egzemplarzy, tak żeby nie musieć co dwa miesiące robić jej reorganizacji. Postanowiłam w związku z tym na początek wybrać 50 ubrań jako moją Kapsułę na najbliższe cztery miesiące. Przede wszystkim nadal jest to liczba ubrań, która przy dobrej organizacji mieści się wygodnie w szafie. Po drugie, pozwoliło to na większą swobodę w wyborze rzeczy, które nie są tak bardzo uniwersalne. Dzięki temu znalazła się tam moja ulubiona krótka sukienka oraz brązowa tunika, które do tej pory nigdy nie mieściły się w podstawowym zestawie. 

      W ogóle motywem tej Kapsuły będą tuniki. Mam ich kilka, ale przez ostatnie miesiące za bardzo ich nie nosiłam, więc postanowiłam dać im szansę tej wiosny. Dorzuciłam też trochę lżejszych ubrań w oczekiwaniu na cieplejszą pogodę. Z tego powodu dokonałam kolejnego przeglądu tshirtów i mam wrażenie, że pomału ich liczba dochodzi do oczekiwanej. Z moich statystyk wynika, że w stuelementowej garderobie powinno być ich 12 (przy około 30 odrębnie klasyfikowanych "bluzkach" innego rodzaju) i to wydaje się być w miarę realne. Zwłaszcza, że po ostatnich dwóch miesiącach pozbyłam się dwóch tshirtów ze względu na ich zużycie. To jest jedna z większych zalet limitowania - jak te same tshirty leżały pomiędzy dziesięcioma innymi, to wydawało mi się, że są fajne, ale jak byłam zmuszona do ich założenia, to szybko zauważyłam, że ich czas już minął i nie czuję się w nich dobrze.

      Na razie jednak korzystam głównie z rzeczy noszonych przeze mnie w poprzednich miesiącach, gdyż wiosna postanowiła trochę zwolnić. Z drugiej strony w dwanaście dni zdążyłam założyć 21 ubrań, więc chyba jednak zwiększony wybór mi służy.

      Dodatkowo ucieszyło mnie, że ta Kapsuła wystarczyła, by ubrać się na dwa spotkania towarzyskie, w których miałam przyjemność w tym czasie uczestniczyć. Nadal trzymam zbiór ubrań przeznaczonych na specjalne okazje i nadal bardzo rzadko z nich korzystam, a to jest dobry argument, żeby w ostatecznej wersji Kapsuły zrezygnować z takiego podziału.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 12 marca 2017 20:58
  • niedziela, 08 stycznia 2017
    • Kapsuła 2016

      Czas na podsumowanie Kapsuły za 2016 rok. Najważniejsza różnica między tym a jeszcze poprzednim rokiem jest taka, że wykorzystałam w niej 20% mniej ubrań - 80 w porównaniu do 99. Za to najczęściej noszone ubranie (czarne proste dżinsy) miałam na sobie 65 razy, czyli prawie dwa razy częściej niż ulubione niebieskie dżinsy w roku 2015. Wskazuje to wyraźnie na mniejsze urozmaicenie garderoby, ale z drugiej strony tylko 15 ubrań miałam na sobie więcej niż 20 razy. Nadal nie mam więc poczucia, że ciągle noszę to samo. Poniżej ładny wykres, który pokazuje, jak to się rozkłada.

      A tu trzy zdjęcia z jedynej sesji w tym roku, na których widać 6 z 7 najbardziej popularnych egzemplarzy z mojej szafy.

          

      Ten rok przyniósł kilka bardzo udanych zakupów, na czele z liderem listy, czyli czarnymi prostymi dżinsami Levisa. Świetnie nosiły się moje nowe bluzki z Ennbow (13 i 11 razy), czarna sukienka z Dan Hen (10 razy) oraz t-shirt z przedwojennym zdjęciem okolic Placu Konstytucji (8 razy). Moja nowa kobaltowa kurtka Vicher była używana 6 razy pomimo tego, że trafiła do mnie dopiero późną jesienią. 

      6 rzeczy było wybieranych do Kapsuły, a mimo to nigdy ich nie założyłam. Cztery z nich już opuściło moją szafę.

      Aż 22 rzeczy miałam na sobie tylko raz albo dwa razy. Tutaj jednak jest mi dużo trudniej przeprowadzić czystkę. Oprócz kilku wyjątkowych egzemplarzy, których na pewno się nie pozbędę, są tu głównie t-shirty i bluzki, które są fajne, ale których mam po prostu za dużo. Ciągle nie mogę się zdecydować na radykalne cięcia w tym zakresie. Ponieważ jednak oprócz tych ubrań, mam też mnóstwo rzeczy, które nie trafiły do Kapsuły ani razu przez te dwa lata, to coraz bardziej przekonuję się do tego, żeby wyznaczyć sobie limit liczbowy w każdej kategorii ubrań i tego się trzymać. 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 08 stycznia 2017 17:41
  • niedziela, 04 grudnia 2016
    • Kapsuła - reaktywacja (lipiec - październik)

      Kiedy na początku lipca nie udało mi się przygotować kapsuły na kolejne dwa miesiące, postanowiłam zrobić trochę odwrotny eksperyment - pozwoliłam sobie na swobodę wyciągania z szafy dowolnych ubrań, ale dalej pilnie notowałam, co zakładam na siebie każdego dnia. Przez te cztery miesiące obserwowałam zmiany w statystykach w porównaniu do podejścia z narzuconą z góry liczbą elementów do wykorzystania.

      W lipcu i sierpniu miałam na sobie 39 rzeczy w odróżnieniu od kapsułowych 33, ale po pierwsze pogoda była mocno w kratkę, a po drugie ja mam nieproporcjonalnie dużo letnich ubrań i latem to liczbowe ograniczenie zawsze było dla mnie najtrudniejsze. Uznałam więc, że eksperyment pokazał, że liczba 33 ma jak najbardziej sens i nie jest zbytnim ograniczeniem.

      Za to we wrześniu i październiku wykazałam się dużo większym niezdecydowaniem. O ile we wrześniu miałam na sobie również 39 egzemplarzy (w tym część wybitnie letnich ze względu na zaskakującą falę upałów), a w październiku wraz z pogorszeniem pogody i nastroju liczba ta skurczyła się tylko do 30, to sumarycznie w okresie wrzesień - październik wykorzystałam rekordowe 50 ubrań!

      Zastanawiałam się nad tą anomalią i zastanawiałam się, czy w takim razie jednak trochę nie powiększyć liczby ubrań lub dokonywać częstszych zmian w zestawieniach. Doszłam jednak do wniosku, że chociaż ta wolność najwyraźniej tym razem mi się przydała, to nie sprawiła mi ona aż takiej przyjemności, żeby chcieć coś zmieniać w przyjętych przeze mnie zasadach Kapsuły. Zwiększona liczba ubrań do dyspozycji w tym okresie oznaczała również bardziej skomplikowane zarządzanie nimi - układanie, pranie, prasowanie, od którego już odwykłam. Sprawę komplikowało też to, że nie udało nam się zrobić sesji zdjęciowej za lato i przez dłuższy czas trzymałam też na wierzchu letnie ubrania, co już kompletnie zburzyło porządek w szafie.

      Ten stan niezdecydowania i marazmu trwał aż do drugiej połowy listopada, kiedy to wróciłam z urlopu wypełniona nową dawką energii i postanowiłam wrócić do mojego stałego reżimu. Bazując na tym co nosiłam w listopadzie wybrałam moją 33 na pozostałą część roku, a wszystkie pozostałe rzeczy odłożyłam na bok. Chęć zdobycia dodatkowej przestrzeni skończyła się też schowaniem mojej rzadko noszonej "biznesowej" garderoby do specjalnego pokrowca w szafie w przedpokoju oraz kolejnym przeorganizowaniem zawartości szuflad metodą Konmari. Bez radykalnego wyrzucania udało mi się w ten sposób znacząco zwiększyć wygodę codziennego wyboru ubrań.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      agai3
      Czas publikacji:
      niedziela, 04 grudnia 2016 21:55